Około 300 anulowanych lotów w środę (9 września), opóźnienia i pasażerowie nadal koczujący na lotniskach – tak wyglądają efekty wtorkowej awarii systemu obsługi lotów w Wielkiej Brytanii.
Władze największego brytyjskiego lotniska, Heathrow, ostrzegły, że choć system „stopniowo” powraca do normalnego funkcjonowania, to pasażerowie muszą się liczyć z utrudnieniami, bo „linie lotnicze muszą ponownie rozmieścić samoloty i załogi”.
Przekonali się o tym np. pasażerowie lotu British Airways (BA) z warszawskiego Okęcia, który miał wylądować o godzinie 13.35. Połączenie zostało anulowane. Do polskiej stolicy nie dostali się natomiast ci, którzy wykupili bilet na godz. 7.35.
Według serwisu Flightradar24 obok większości połączeń wylatujących z Heathrow, do 18.00 lokalnego czasu widnieją napisy: „anulowane” lub „opóźnione”. W przypadku Luton takich komunikatów jest mniej. Połączenia Wizzair do Warszawy i Rzeszowa mają się np. opóźnić o ok. pół godziny.
Według danych Cirium, firmy analitycznej zajmującej się lotnictwem, w środę do godz. 12.30 czasu obowiązującego w Polsce skasowano 291 połączeń. Najwięcej (187) na Heathrow, głównie obsługiwanych przez British Airways. W mniejszym stopniu ucierpieli pasażerowie w Manchesterze (14), w Edynburgu oraz na podlondyńskich Luton i Gatwick (12).
Brytyjskie media pełne są relacji ludzi, którzy spędzili noc na lotniskowych ławkach i podłodze, albo też siedząc już na pokładzie samolotu czekają godzinami na pozwolenie na odlot.
Linie British Airways podkreśliły w komunikacie: „sytuacja jest absolutnie poza naszą kontrolą” i zaapelowały, by pasażerowie, których loty zostały anulowane nie przyjeżdżali na lotnisko. Podobnie jak inni przewoźnicy BA zaleca, by sprawdzić status lotu w Internecie.
Władze linii Ryanair zaapelowały o dymisję Martina Rolfe’a, szefa NATS – służby kontroli ruchu lotniczego. Dyrektor operacyjny przewoźnika, Neal McMahon, wyraził w telewizji Sky News niedowierzanie, że NATS nie dysponuje systemem awaryjnym. McMahon przywołał dużą awarię, która sparaliżowała ruch lotniczy w Królestwie w 2023 roku, twierdząc, że wtorkowe wydarzenia to „powtórka”.
NATS podkreśliło jednak w odpowiedzi, że awaria miała inny charakter i że prowadzi dochodzenie ws. przyczyn. Już wcześniej Rolfe powiedział BBC, że na tym etapie nic nie wskazuje, że powodem był cyberatak. Minister transportu Heidi Alexander zażądała w środę spotkania z Rolfem, ale rzecznik Downing Street powiedział dziennikarzom, że rząd ma do niego zaufanie.
Do awarii systemu lotów doszło we wtorek po południu.
Badamy problem techniczny, który powoduje zakłócenia w odlotach
– poinformowało NATS w komunikacie.
Wieczorem dodano, że znaleziono rozwiązanie, ale efekty awarii nie znikną od razu.


















