Większość migrantów, którzy pod koniec ubiegłego tygodnia przedostali się z Maroka do hiszpańskiej Ceuty, wróciła już na terytorium tego kraju. Władze nadal poszukują ciał w wodach przy granicy, a Unia Europejska zwołała nadzwyczajne spotkanie poświęcone kryzysowi.
Hiszpańskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych potwierdza powrót ponad 48 tysięcy 300 osób. Źródła w służbach bezpieczeństwa mówią nawet o 73 i pół tysiąca, ale tej liczby resort nie potwierdza. Wcześniej szacowano, że do liczącej 84 tysiące mieszkańców Ceuty przedostało się od 50 do 60 tysięcy migrantów. Część z nich nadal przebywa na ulicach i w okolicznych wzgórzach.
Bilans tragedii pozostaje niejednoznaczny. Według najnowszych danych zginęło co najmniej 71 osób, choć część zagranicznych mediów podaje 72 ofiary. Migranci tonęli podczas przeprawy wpław, inni zostali stratowani przy falochronie. Maroko poinformowało dodatkowo o 11 zabitych po swojej stronie granicy. Nie wiadomo, czy zostali oni uwzględnieni w hiszpańskich statystykach.
Hiszpania zainstalowała na morskiej granicy pływającą zaporę z boi i stalowych lin. Ma ona utrudnić kolejne próby dotarcia do enklawy wpław. Król Filip VI oświadczył, że podobna sytuacja nie może się powtórzyć. Madryt obarcza odpowiedzialnością gangi przemytnicze. Rabat również mówi o działalności grup przestępczych, choć część migrantów twierdzi, że marokańskie służby czasowo przestały pilnować granicy, a nawet zachęcały ich do przejścia.
Kryzys ponownie zaostrzył europejską debatę o migracji. Nadzwyczajnego spotkania Unii domagały się 22 państwa, wskazując na konieczność skuteczniejszej ochrony granic zewnętrznych. Francja wzmocniła kontrole na granicy z Hiszpanią, a włoski rząd groził ograniczeniem zasad Schengen. Do Ceuty przyjechali też politycy hiszpańskiej skrajnej prawicy, domagający się wydalenia pozostałych migrantów. Ich wystąpienia wywołały kontrmanifestacje mieszkańców. Papież Leon XIV zaapelował o rozwiązania zapewniające pokój, stabilność i sprawiedliwość.


















