Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła w czwartek (24 września) śledztwo przeciwko Lechowi Wałęsie. Byłemu prezydentowi stawiano zarzut składania fałszywych zeznań w sprawie dotyczącej autentyczności tzw. teczek Kiszczaka — poinformował zastępca Prokuratora Okręgowego w Warszawie prok. Wojciech Sitek.
Dalsza część tekstu pod wpisem
Umorzenie śledztwa przeciwko Lechowi Wałęsie o składanie fałszywych zeznań w śledztwie dot. tzw. "teczek Kiszczaka" https://t.co/JXWTy6sbKO
— Prokuratura Okręgowa w Warszawie (@Prok_Okreg_Wawa) September 24, 2026
Postępowanie przeciwko Lechowi Wałęsie prowadzone było na mocy zarządzenia Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry z 2017 r.
Chodzi o zeznania byłego prezydenta, w których zaprzeczył, iż sporządzał i podpisywał okazane mu w czasie przesłuchania dokumenty, znajdujące się w teczce personalnej i teczce pracy tajnego współpracownika SB o pseudonimie „Bolek», znalezione w 2016 r. w mieszkaniu wdowy po gen. Czesławie Kiszczaku. Ze zgromadzonego materiału dowodowego miało wynikać, że dokumenty te zostały sporządzone lub podpisane przez niego. Poza jednym dokumentem Lech Wałęsa zaprzeczył, że sporządził lub podpisał okazywane mu dokumenty.
Zarzuty postawione byłemu prezydentowi zostały oparte na opinii biegłych z zakresu badania pisma z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna w Krakowie, którzy uznali, że większość podpisów została sporządzona przez byłego prezydenta.
Wydając decyzję o umorzeniu śledztwa, prokurator aktualnie prowadząca to postępowanie wskazała, że opinia biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych nie przypisuje jednoznacznie autorstwa badanych zapisów i podpisów Wałęsie.
Biegli zarówno w opinii pisemnej, jak i dwukrotnie w opiniach ustnych, podkreślili, że według nich szereg badanych przez nich dokumentów (wymienionych następnie w zarzucie Lecha Wałęsy) została nakreślona przez osobę, która nakreśliła również materiał przekazany im przez prokuratora jako porównawcz
– przekazał prok. Sitek.
Wyjaśnił, że prokurator opisał ten materiał jako pochodzący od Wałęsy, biegli jednak nie mogli mieć pewności, że zapisy te faktycznie nakreślił on — nie przekazano im bowiem tzw. wpływowych prób pisma, czyli tekstu nakreślonego przez Wałęsę w obecności prokuratora lub policjanta.
Sam Wałęsa miał zaprzeczyć, że napisał większość tych dokumentów (na 136 dokumentów wykorzystanych jako materiał porównawczy przez biegłych tylko odnośnie do dwóch podpisów potwierdził swoje autorstwo, a co do pięciu wskazał, że z bardzo dużym prawdopodobieństwem zostały przez niego złożone).
Prokurator uznała, że nie ma więc żadnych dowodów, by przyjąć ze stuprocentową pewnością, iż materiał porównawczy faktycznie pochodził od Lecha Wałęsy
– przekazał prok. Sitek.
Wypunktowano też błędy metodologiczne popełnione przy wykonywaniu tej opinii.
Przede wszystkim biegli nie dysponowali adekwatnym materiałem porównawczym
– wyjaśnił.
Badane rękopisy pochodziły z lat 70. i 80., z czego ponad połowa pozycji datowanych było na grudzień 1970 r. i na rok 1971, natomiast materiał porównawczy pochodził z lat 1963-2016, z czego większość materiału porównawczego była z lat 80. i 90. XX wieku i z XXI wieku.
Sami zaś biegli ocenili, że różnica charakteru pisma między dokumentami datowanymi na 1976 r. a datowanymi na 1996 r. jest tak duża, że wyglądają całkowicie odmiennie. Biegli uznali, że dokumenty te sporządziła ta sama osoba tylko na podstawie kilku dokumentów z lat 80., które według nich zostały sporządzone charakterem pisma częściowo zbieżnym z tym widniejącym na dokumentach z lat 70., a częściowo z tym widniejącym na dokumentach z lat 90.
– zaznaczył prok. Sitek.
Dodał, że jednakże z materiału dowodowego – licznych zeznań funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa – bezspornie wynika, że w latach 80. fałszowali oni podpisy Lecha Wałęsy i preparowali dokumenty, podrabiając jego charakter pisma, co miało go zdyskredytować w oczach współpracowników oraz Komitatu Noblowskiego, a tym samym przyczynić się, by nie otrzymał on Pokojowej Nagrody Nobla.
Mając to na uwadze, prokurator doszła do wniosku, że nie ma pewności, czy materiał porównawczy datowany na lata 80., którym posługiwali się biegli, jest autentyczny, a tym samym czy prawidłowe są ich wnioski co do tego, że wszystkie przedłożone im dokumenty jako pochodzące od Lecha Wałęsy faktycznie zostały sporządzone przez jedną osobę i że mogą one być wykorzystane do analizy dokumentów z tzw. teczek Kiszczaka, niezależnie od czasu ich sporządzenia
– podkreślił.
Prokurator spróbowała uzyskać więcej rękopisów Wałęsy z lat 70., jednak nie udało się jej.
Biegli badali podpisy głównie „Bolek» oraz długie teksty, a jako materiał porównawczy mieli głównie podpisy „Lech Wałęsa” albo „L. Wałęsa» i jeden długi tekst.
Prokurator podkreśliła, że porównywanie charakteru pisma, którym sporządzono dokumenty długie, z kilkoma tekstami krótkimi (jednozdaniowymi), a tym bardziej z podpisami, jest niezgodne ze standardami badań pismograficznych. Oczywiste jest bowiem, że inaczej sporządza się dokument długi, a inaczej zapisy krótkie – przybiera się w tym celu inną pozycję ciała, inaczej zmienia się styl pisania w jego toku, choćby pod wpływem zmęczenia lub biorąc pod uwagę przerwy w sporządzaniu dokumentu długiego
– przekazał prok. Sitek.
Wyjaśnił, że ponadto z zeznań rozlicznych świadków – jednoznacznie wynikało, że Lech Wałęsa nie sporządzał w swoim życiu, a w szczególności w latach 70., długich rękopisów. Ponadto niektórzy świadkowie wskazywali wprost, że w tamtym okresie Wałęsa nie posługiwał się pismem i słabo czytał, a dokumenty, które podpisywał jako przewodniczący Związku Zawodowego „Solidarność», były pisane dla niego przez inne osoby.
Zeznania te jednoznacznie świadczą przeciwko zasadności wykorzystania do badań długich dokumentów dowodowych krótkich zapisów porównawczych, a szczególnie podpisów. Nawet wyrobiony i stały podpis nie może więc być wykorzystywany jako porównawczy do badania długich dokumentów, bo nie dowodzi wcale, że osoba, która się nim posługuje, jest w stanie sporządzić zapis o jakimkolwiek innym brzmieniu, szczególnie tekst wielostronicowy
– zaznaczył zastępca Prokuratora Okręgowego w Warszawie.
Kolejnym błędem, który prokurator wytknęła opinii pisma biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych, było niejasne sprawozdanie z przeprowadzonych badań. Prok. Sitek przekazał, że biegli ograniczyli się do wymienienia technik badawczych, które zastosowali oraz prezentacji wizualnej podobieństw między poszczególnymi literami.
Nie opisali natomiast, jakiego narzędzia użyli, dlaczego wybrali dane litery z materiału porównawczego, a nie inne itp. i czemu podobieństwa bardziej ich przekonały niż stwierdzone znaczące różnice. Nie przedstawili też wizualnie porównań, co „umożliwiłoby organowi procesowemu weryfikację poprawności opinii w tym zakresie, a tym samym – jej wniosków”.
Tym samym prokurator uznała opinię w tym zakresie za niejasną, w takim znaczeniu, że nie pozwala ona na zrozumienie wyrażonych w niej ocen i poglądów, a także sposobu dochodzenia do nich
– wyjaśnił prok. Sitek.
Podkreślił, że analiza opinii biegłych pisma, na których opierały się zarzuty przeciwko Lechowi Wałęsie, doprowadziła prokurator do przekonania, że brak jest pewnych podstaw do uznania, że Lech Wałęsa jest autorem dokumentów ujawnionych w „teczkach Kiszczaka”, a tym samym nie ma dowodów, że kłamał podczas przesłuchania, które miało miejsce 13 kwietnia 2016 r., zaprzeczając temu, iż je sporządził.
Jedyny dokument, krótka notatka, do podpisania którego Wałęsa się przyznał, nie dotyczył współpracy ze służbami bezpieczeństwa i najprawdopodobniej został dołączony do tych teczek po to, aby służby bezpieczeństwa dysponowały choćby niewielką próbką pisma Lecha Wałęsy.
Ponadto zeznania licznych świadków dowodzą, że teczki TW znalezione u wdowy po gen. Kiszczaku wyglądają inaczej niż teczki tajnego współpracownika w latach 70. lub 80. M.in. nie zgadza się stosunek maszynopisów do rękopisów, wygląd okładek czy sposób łączenia kart.
Jedynym świadkiem, który wprost zeznał, że Lech Wałęsa był TW „Bolkiem”, był nieżyjący już Edward Graczyk. Zeznanie takie złożył on wyłącznie podczas ostatniego jego przesłuchania
– wyjaśnił prok. Sitek.
Jednakże opinia psychologa, który brał udział w przesłuchaniu i stwierdził u niego skłonność do konfabulacji z powodu zaburzeń demencyjnych, pozwoliła uznać prowadzącej postępowanie, za niewiarygodne.
Niezależnie od braku dowodów, że Lech Wałęsa złożył fałszywe zeznania, prokurator zgodziła się z wnioskiem obrony, że w niniejszej sprawie w ogóle nie można było przedstawić Lechowi Wałęsie zarzutów, gdyż treść jego zeznań – nawet jeśli byłaby nieprawdziwa – była objęta prawem do obrony
– podkreślił zastępca warszawskiego prokuratora okręgowego.
Do sprawy odniósł się minister sprawiedliwości, prokurator generalny Waldemar Żurek.
Prokuratura ostatecznie umorzyła śledztwo przeciwko Lechowi Wałęsie. Przez lata upolityczniony aparat państwa ścigał legendę Solidarności, celowo ignorując fakty i elementarną logikę
– napisał na platformie X.
Dalsza część tekstu pod wpisem
Prokuratura ostatecznie umorzyła śledztwo przeciwko Lechowi Wałęsie.
Przez lata upolityczniony aparat państwa ścigał legendę „Solidarności”, celowo ignorując fakty i elementarną logikę. Zignorowano bezsporny fakt historyczny – SB masowo fałszowała dokumenty i podpisy Wałęsy w…
— Waldemar Żurek (@w_zurek) September 24, 2026
Jak dodał, „zignorowano bezsporny fakt historyczny — SB masowo fałszowała dokumenty i podpisy Wałęsy w latach 80., by zdyskredytować go przed Komitetem Noblowskim. Próbowano przypisać autorstwo wielostronicowych, ubeckich donosów człowiekowi, który według świadków nie sporządzał w tamtym czasie żadnych długich rękopisów».
Prawda wygrała z próbą pisania historii na nowo
– podsumował minister we wpisie.
W lutym 2016 roku Instytut Pamięci Narodowej zabezpieczył w domu zmarłego gen. Czesława Kiszczaka, stojącego od 1981 do 1990 r. na czele MSW, dokumenty. Dwa dni po tym przeszukaniu IPN poinformował, że wśród nich są m.in. odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy Lecha Wałęsy oraz dwie teczki – personalna i pracy TW.
Postępowanie przeciwko Lechowi Wałęsie prowadzone było na mocy zarządzenia z 2017 r. Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry, od 2017 r. przez Instytut Pamięci Narodowej – Główną Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. W 2023 r. zostało ono przekazane do prowadzenia przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie, która w listopadzie 2023 roku skierowała do sądu akt oskarżenia. Sąd w czerwcu zwrócił sprawę prokuratorowi celem uzupełnienia postępowania przygotowawczego. Teraz postępowanie zostało umorzone.


















