Premier Donald Tusk powiedział w środę (23 września), że pierwsze raporty dotyczące incydentu na torach kolejowych w Jedlance nie są szczególnie alarmujące. Zapewnił, że sprawa jest badana podobnie, jak wszelkie tego typu zdarzenia, tym bardziej, że – jak zaznaczył – mogło dojść do dramatu.
Według wstępnych ustaleń policji, we wtorek wieczorem (22 września) w miejscowości Jedlanka (gm. Stoczek Łukowski) jadące w przeciwnych kierunkach dwa pociągi towarowe najechały na leżące na torach betonowe bloczki. Przeszkody uszkodziły w lokomotywach przednie zgarniacze. Nie doszło do wykolejenia składów. Żaden z maszynistów nie został ranny. Ruch kolejowy na trasie Dęblin-Łuków był w tym miejscu wstrzymany przez kilka godzin. Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie incydentu.
Premier powiedział w rozmowie z Polsat News, że tuż po zdarzeniu otrzymał o nim informację.
W każdej takiej sytuacji badamy bardzo dokładnie, czy istnieje podejrzenie sabotażu czy głupoty ludzkiej, bo czasami tak bywa. Będziemy informowali o tym zdarzeniu
– zapewnił.
Jak przekazał, pierwsze raporty „nie są szczególnie alarmujące, bo nie wygląda to na jakąś bardzo profesjonalną akcję”.
Nie lekceważymy żadnego takiego zdarzenia tym bardziej, że znowu może dojść do dramatu
– dodał.
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie Marcin Kozak powiedział PAP, że śledztwo w tej sprawie prowadzone jest w kierunku sprowadzenia zagrożenia katastrofą w ruchu kolejowym. Sprecyzował, że rozłożone na torach w obu kierunkach betonowe bloki pochodziły z rozbiórki pobliskiej stacji kolejowej.
Po wstępnych ustaleniach wykluczono, aby był to jakiś element działań terrorystycznych. Nie ujawniono obecności żadnych materiałów wybuchowych. Najprawdopodobniej mamy do czynienia z wybrykiem chuligańskim. Podobne zdarzenia w przeszłości odnotowywała w tym miejscu policja
– wyjaśnił rzecznik.
W związku z podejrzeniem naruszenia bezpieczeństwa infrastruktury kolejowej poinformowano m.in. Centralne Biuro Śledcze Policji i Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Za spowodowanie katastrofy w komunikacji grozi do 10 lat więzienia.


















