Ciąg dalszy konfliktu wokół wynagradzania lubuskich ratowników medycznych. W ubiegłym tygodniu informowaliśmy, że 41 osób ze stacji pogotowia ratunkowego w Gorzowie złożyło wypowiedzenia. Poszło o pieniądze, a dokładnie dodatek covidowy, który był do tej pory wypłacany pracownikom pogotowia. Z dodatkiem ratownicy zarabiali około 60 złotych na godzinę, a po jego wycofaniu 31 złotych. Za przykładem Gorzowa poszły także inne stacje pogotowia, w których pracownicy także planują zrezygnować z pracy.
Problem próbuje rozwiązać wojewoda Władysław Dajczak, który uczestniczy w negocjacjach. – Staramy się dojść do konsensusu – mówi:
Obawiając się paraliżu, szef gorzowskiego pogotowia Andrzej Szmit zdecydował się na podwyższenie stawki godzinowej dla swoich pracowników. To wywołało lawinę w regionie, za przykładem Gorzowa poszli także inni ratownicy, którzy także chcą dostać więcej. – Ta decyzja nie była ze mną konsultowana – zaznacza Dajczak:
Przypomnijmy, wypowiedzenia wejdą w życie z dniem 1 października.


















