Szefowa unijnej dyplomacji potwierdza wstępne ustalenia krajów członkowskich w sprawie funduszu na dozbrajanie Ukrainy. „To dobra wiadomość dla Ukrainy i zła dla Rosji. Hybrydowe ataki Moskwy próbują zastraszyć Europę, by ograniczyła wsparcie dla Ukrainy. Europa robi dokładnie odwrotnie” – skomentowała Kaja Kallas.
Formalna decyzja ma zapaść w poniedziałek na spotkaniu ministrów obrony unijnych krajów w Brukseli. Dla Polski to ważna wiadomość, bo czeka ona na zwrot ponad 400 milionów euro za broń przekazaną Ukrainie.
Chodzi o Europejski Fundusz Pokojowy w wysokości ponad 6,5 miliarda euro. Od początku napaści Rosji na Ukrainę był finansowany z wpłat unijnych krajów i później europejskie rządy otrzymywały zwrot za przekazywaną władzom w Kijowie broń. Fundusz przez kilka lat był blokowany przez Viktora Orbana, kiedy był premierem Węgier. Po jego odejściu nowy rząd w Budapeszcie zniósł weto, ale zaczęły się spory między państwami, ile pieniędzy mają prawo odzyskać – dostępna pula przewyższa rachunki przysłane z europejskich stolic.
Większość krajów gotowa była iść na kompromis, między innymi Polska, która wyliczyła, że powinna otrzymać ponad pół miliarda euro. W duchu kompromisu Warszawa zeszła ze swoich oczekiwań i czeka na wypłatę 400 milionów euro. Jednak wypłatę opóźniał spór Francji z Niemcami.
Z odblokowanej puli 900 milionów euro ma być przekazane na dofinansowanie unijnej misji wojskowej szkolącej ukraińskich żołnierzy, w której Polska odgrywa kluczową rolę, bo mieści na swym terytorium jedno z dowództw. Brukselska korespondentka Polskiego Radia Beata Płomecka jako pierwsza informowała, że misja została przedłużona do jesieni 2028 roku, a jej budżet podwojony. 900 milionów euro to właśnie pieniądze z odblokowanego funduszu na dozbrajanie Ukrainy.


















