W kolejnym dniu wojny Iran grozi eskalacją, a Izrael nie wyklucza inwazji lądowej. Teheran ostrzega przed wzmożonymi atakami, jeśli zostaną zaatakowane obiekty energetyczne.
Minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi powiedział, że dotąd Iran użył jedynie „ułamka” swoich możliwości w atakach na regionalną infrastrukturę energetyczną Dodał, że jeśli Izrael jeszcze raz zaatakuje irańskie obiekty energetyczne, „nie będzie już żadnej powściągliwości”.
Trwa Nowruz, czyli Nowy Rok – najważniejsze święto w perskim kalendarzu. Dla Irańczyków oznacza kolejny dzień ataków. Od północy trwają bombardowania między innymi Teheranu, Karadżu i irańskich portów. Skala zniszczeń nie jest jeszcze znana.
Premier Izraela Benjamin Netanjahu demetuje pojawiające się w arabskich mediach społecznościowych plotki o swojej śmierci i przemówił publicznie.
„Iran jest zdziesiątkowany, nie ma już możliwości wzbogacania uranu, ani produkcji rakiet balistycznych. Hezbollah nie jest już tym, czym był, a Izrael wygrywa i staje się mocarstwem już nie tylko regionalnym, ale wręcz światowym” – mówił Benjamin Netanjahu na konferencji dla zagranicznej prasy.
Zasugerował również, że w Iranie, oprócz ataków powietrznych, „konieczny jest również komponent lądowy” i że „istnieje wiele możliwości”, ale szczegółów nie zdradził. Odpierał również oskarżenia, że to Izrael wciągnął Stany Zjednoczone w tę wojnę, podkreślając, że choć z prezydentem Trumpem świetnie się rozumieją, to „czy ktokolwiek na świecie może mówić prezydentowi Trumpowi, co ma robić?”.
W 20. wojny amerykańsko-izraelsko-irańskiej nie wiadomo, kiedy ona się skończy. Amerykański sekretarz obrony Pete Hegseth, starając się w Kongresie o dodatkowych 200 miliardów dolarów funduszy na ten cel, powiedział wzoraj, że „nie ma ramy czasowej na jej zakończenie”.

















