Po latach wojny i nalotów Huti są silniejsi niż kiedykolwiek. Rozpoczęta we wrześniu ofensywa przyniosła im największe zdobycze terytorialne od 2022 r. Po zajęciu terenów przy cieśninie Bab al-Mandab, jemeńscy rebelianci są w stanie zakłócać żeglugę na jednym z najważniejszych szlaków świata.
Obecne postępy Huti pokazują, jak bardzo ruch umocnił się militarnie i politycznie przez ostatnią dekadę. W tym czasie jego pozycje bombardowały Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, USA, Wielka Brytania i Izrael. Mimo strat w kierownictwie rebelianci zwiększyli liczebność, rozbudowali arsenał i rozszerzyli zasięg działań.
Huti kontrolują obecnie znaczną część północnego i zachodniego Jemenu, w tym stolicę, Sanę. Na tych terenach mieszka około 70 proc. ludności kraju.
Dalsza część tekstu pod polecanym artykułem
Czytaj także:
Atak Huti na najświętsze miasto muzułmanów. Jest reakcja polskiego MSZ [AKTUALIZACJA]
MSZ oświadczyło w środę (16 września), że uznaje za niedopuszczalny atak dronowy Huti wymierzony w Mekkę. Oceniło, że atak ten wpisuje się w ciąg działań prowadzących do chaosu i...
Czytaj więcejDetailsRuch Huti wyrósł w latach 90. ze społeczności zajdytów, niewielkiej grupy w obrębie islamu szyickiego, i sprzeciwu wobec rosnących wpływów sunnickich fundamentalistów oraz władz prezydenta Alego Abdullaha Saleha. Choć Iran nie uczestniczył w jego powstaniu, to później stał się jego sponsorem.
Strategiczne położenie
Jednym z największych atutów rebeliantów jest teren, na którym operują. Kontrolują oni rozległe, górzyste obszary Jemenu, gdzie mogą rozpraszać bojowników i infrastrukturę wojskową, utrudniając ataki z powietrza. Położenie kraju pozwala im jednocześnie atakować saudyjską infrastrukturę naftową oraz statki płynące przez Morze Czerwone do Kanału Sueskiego lub w przeciwnym kierunku.
Od wybuchu wojny w Strefie Gazy w 2023 r. wywołanej atakiem palestyńskiego Hamasu na Izrael, Huti atakują na Morzu Czerwonym statki powiązane z Izraelem i USA, a ostatnio przede wszystkim z Arabią Saudyjską. Zdobycze terytorialne pozwolą im rozmieścić broń bliżej cieśniny Bab al-Mandab, przez którą w normalnych warunkach przepływa 12 proc. światowego handlu, w tym około 8 proc. światowego transportu ropy.
Nie muszą przy tym fizycznie kontrolować cieśniny – nawet ostrzał statków z dział zamontowanych na samochodach terenowych zwiększa ryzyko i koszty ubezpieczenia na tyle, że armatorzy wolą omijać ten szlak.
Ma to szczególne znaczenie dla Arabii Saudyjskiej. Po zablokowaniu przez Iran w związku z wojną z USA cieśniny Ormuz w lutym 2026 r., Rijad zaczął korzystać z ropociągu Wschód-Zachód prowadzącego z pól naftowych na wschodzie kraju nad Morze Czerwone, skąd ropa trafiała przez Bab al-Mandab do odbiorców w Azji.
W sierpniu, gdy Huti zaczęli atakować saudyjskie statki, eksport ropy z Arabii Saudyjskiej do Azji spadł z 3,4 mln baryłek dziennie w czerwcu do 128 tys. Sytuację pogorszyło zamknięcie rurociągu Wschód-Zachód po ataku dronów z południowo-wschodniego Iraku, przypisywanym bojówkom powiązanym z Iranem. W efekcie ograniczone zostały także możliwości transportu saudyjskiej ropy na zachód, w kierunku Egiptu i Kanału Sueskiego.
Siła Huti wynika również z ich arsenału
Siła Huti wynika również z ich arsenału. Dysponują pociskami balistycznymi i manewrującymi oraz dronami, z których wiele przypomina konstrukcje irańskie, a także pociskami przeciwokrętowymi i dronami morskimi. Iran zaprzecza, że zbroi Huti, jednak przechwytywano transporty irańskiej broni i części zmierzające do Jemenu. Według raportu ekspertów ONZ z 2024 r. Teheran oraz jego sojusznicy w Libanie i Iraku zapewniają Huti także szkolenia i wiedzę wojskową.
W ciągu niespełna dekady znacznie wzrosła także liczebność ruchu. Według ekspertów ONZ Huti mieli w 2024 r. nawet 350 tys. bojowników, w tym dzieci, wobec około 30 tys. w 2015 r.
Kolejne serie nalotów nie zdołały zniszczyć ich potencjału. Arabia Saudyjska rozpoczęła interwencję w Jemenie w 2015 r., po zajęciu przez Huti dużych części na północy i w centrum kraju, w tym stolicy, Sany. Przez następnych siedem lat prowadziła naloty, ale linie frontu zmieniły się w niewielkim stopniu. Walki osłabły po rozejmie z 2022 r.
Ataki statków na Morzu Czerwonym
Po wybuchu wojny w Strefie Gazy Huti zaczęli intensywnie atakować statki na Morzu Czerwonym. Od stycznia 2024 r. ich pozycje bombardowały USA i Wielka Brytania. Według amerykańskiego wojskowego, cytowanego przez Associated Press, na ponad 1000 celów zrzucono około 2 tys. sztuk amunicji, której koszt przekroczył 750 mln dolarów.
Po kilku tygodniach nalotów Huti zgodzili się zaprzestać ataków na amerykańskie statki, ale nadal atakowali Izrael. W izraelskich atakach w 2025 r. zginęli premier rządu Huti i inni wysocy rangą przedstawiciele ruchu, jednak nie pozbawiło go to zdolności do dalszej walki.
Obecne sukcesy Huti wynikają też ze słabości przeciwników w Jemenie. Siły walczące z rebeliantami są podzielone politycznie, a jeszcze w styczniu dochodziło między nimi do starć.
Z kolei Arabia Saudyjska nie wydaje się gotowa do kolejnej wojny lądowej. Według portalu Axios następca tronu Mohammed bin Salman zwrócił się do Donalda Trumpa o interwencję USA, ale prezydent USA odmówił. Siły amerykańskie są zaangażowane już w rejonie Ormuzu, a ich zapasy rakiet przechwytujących zostały uszczuplone. Waszyngton wysłał jednak do Rijadu, według CNN, około 200 wojskowych mających wspierać działania wywiadowcze i logistyczne.
Po latach wojny Huti są znacznie silniejsi niż w chwili saudyjskiej interwencji w 2015 r. Kolejne naloty zadawały im straty, ale nie zniszczyły organizacji. Huti zwiększyli liczbę bojowników i rozbudowali arsenał, podczas gdy ich jemeńscy przeciwnicy pozostali podzieleni. Huti nie tylko zdobywają kolejne tereny, a przejmując faktyczną kontrolę nad Bab al-Mandab, coraz mocniej wpływają na globalną gospodarkę.



















