Kapitalne widowisko w hali Orbita we Wrocławiu – Śląsk Wrocław wygrał z Zastalem Zielona Góra 90-85, a emocjami można by obdzielić kilka meczów.
Zaczął się ten mecz od przestraszonego Zastalu, świetnie broniącego Śląska i kapitalnej postawy centra Wrocławian – Djordevića.
Ten najpierw oszukiwał spokojnie Sulimę, który po chwili miał 2 faule, a potem i Fayne’a. Po 5 minutach Śląsk prowadził 17-6, a Serb miał na koncie aż 10 punktów!
Zastal się w końcu obudził, po dobrych akcjach Szumerta i Mazurczaka doprowadził do stanu 18-19.
Ale to była tylko lepsza chwila – za moment znowu Wrocławianie uciekli.
Przy stanie 22-18 dla gospodarzy trener Zastalu wziął czas, ale po nim…Zastal stracił piłkę, za moment znowu nie skończył akcji i miejscowi odskoczyli na 28-18.
Kwarta skończyła się wynikiem 28-21 dla zespołu z Dolnego Śląska.
Na początku II kwarty druga trójka Kulikowskiego, 10 punktów straty Zastalu i…bierzemy się do roboty! Za trzy trafia Woroniecki, obrona haruje, zdobywamy 8 punktów z rzędu i w 14 minucie po trafieniu spod kosza Cartiera ekipa Miłoszewskiego przegrywa tylko 29-31.
Do końca kwarty trwa twardy bój o każdą piłkę, Zastal gra dużo lepiej, po trójce Mazurczaka schodzi nawet na 1 punkt straty, Mazurczak w ogóle w końcówce gra koncert – dorzuca kolejne punkty i rzuca kapitalną piłkę nad kosz Szumertowi – ten pakuje ją wsadem do kosza, a akcja ozdobi pewnie podsumowania kolejki w PLK.
W każdym razie po świetnej kwarcie Zastalowcy po 20 minutach prowadzą 43-41!
Trzecia kwarta początkowo była wyrównana, ale po punktach Garrisona w 24 minucie, kiedy Zastal prowadził 52-49 wrocławianie zanotowali kapitalną serię 11-0 i objęli prowadzenie 60-52. Znowu punktował Djordjević, a Zastal gubił się pod koszem przeciwnika.
Ale Mazurczak znów obudził naszą ekipę, doprowadziliśmy do remisu 64-64 tyle, że w ostatniej sekundzie Fayne sfaulował Penavę i ten wolnymi dał Śląskowi prowadzenie 66-64.
Została 4 kwarta.
Zaczęła się od trafienia Zastalu, ale niestety od remisu 66-66 9 kolejnych punktów trafili skuteczni gospodarze wykorzystując błędy Zastalu, a w ogóle w 34 minucie doprowadzili po trójce Kirkwooda do stanu 78-68.
Ale Zastal się nie poddał i na 85 sekund przed końcem po rzucie Cartiera zszedł na 81-84!
Do końca Zastal próbował dogonić Śląsk, ale mu się to nie udało – przegrał jednak po pięknym boju, a grał bez kontuzjowanego Lewisa.


















