Prezydent Nawrocki: Rosja wciąż prowokuje, bo Rosja się nie zmienia {AKTUALIZACJA]

Prezydent Karol Nawrocki we Włodawie. Fot. PAP/Wojtek Jargiło

Prezydent Karol Nawrocki we Włodawie. Fot. PAP/Wojtek Jargiło

Prezydent Nawrocki: Rosja wciąż prowokuje, bo Rosja się nie zmienia

Rosja wciąż prowokuje, bo Rosja się nie zmienia – podkreślił prezydent Karol Nawrocki odnosząc się do czwartkowego (17 września) incydentu z udziałem rosyjskiego drona niedaleko polskiej granicy. Dodał, że „każda rosyjska prowokacja jest zadaniem dla prezydenta Polski”.

Podczas spotkania z mieszkańcami Włodawy (woj. lubelskie) w 87. rocznicę agresji ZSRR na Polskę, Nawrocki odniósł się do czwartkowego ataku Rosji w zachodniej Ukrainie. Premier Donald Tusk informował, że „bardzo blisko polskiej granicy, niedaleko ukraińskiego Jagodzina koło Dorohuska, znowu zaatakowano prawdopodobnie stację benzynową; była bardzo masywna eksplozja”.

W swoim wystąpieniu Nawrocki podkreślił, że „Rosja wciąż prowokuje, bo Rosja się nie zmienia”. Jak podkreślił, „każda kolejna rosyjska prowokacja jest zadaniem dla prezydenta Polski”. Poinformował też, że pozostaje w stałym kontakcie z generałami Wojska Polskiego, także za sprawą Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Przed godz. 13 wojskowe lotnictwo zakończyło operowanie w polskiej przestrzeni powietrznej, a RCB odwołało alerty dla objętych nimi wcześniej województw lubelskiego i podkarpackiego.

Prezydent: wojna hybrydowa może być przygotowaniem do tego, co wydarzyło się w 1939 r.

Wojna hybrydowa nie musi być alternatywą dla działań kinetycznych i dla ataku na lądzie; może być przygotowaniem do tego co wydarzyło się 17 września 1939 roku – podkreślił prezydent Karol Nawrocki. Dodał, że zadaniem całej klasy politycznej, w tym prezydenta, jest szukanie kompromisu ws. bezpieczeństwa.

Mieszkańcy powiatów w woj. lubelskim i podkarpackim otrzymali w czwartek przed południem alert RCB o zagrożeniu atakiem z powietrza. Nieco wcześniej DORSZ poinformowało, że w związku z atakami Rosji na terytorium Ukrainy rozpoczęło się operowanie lotnictwa wojskowego w polskiej przestrzeni powietrznej.

W 87. rocznicę sowieckiej agresji na Polskę – Nawrocki powiedział, że w latach 20. i 30. XX wieku II Rzeczpospolita i jej granice były „poddawane temu, co dziś nazywamy wojną hybrydową”.

Jak mówił, mechanizm działania Rosji od wieków opiera się na destabilizacji sytuacji w innym kraju, próbach skłócenia społeczeństwa i dezinformacji, aby później móc zaatakować. Nawrocki podkreślił, że w tym kontekście należy odczytywać obecne wyzwania.

Wojna hybrydowa wcale nie musi być alternatywą dla działań kinetycznych i dla ataku na lądzie. Tak nie było w latach 20., 30. i w roku 1939. Wojna hybrydowa może być przygotowaniem do tego, co wydarzyło się 17 września 1939 roku

– zaznaczył prezydent.

Z tego powodu – jak mówił – „szukanie kompromisu tam, gdzie to możliwe, wokół spraw bezpieczeństwa jest zadaniem całej klasy politycznej, ale także moim jako prezydenta Polski”.

Kompromis wcale nie jest uległością. Kompromis jest zadaniem, równie trudnym jak polityczna walka. W kwestiach bezpieczeństwa musimy mieć siłę i odwagę do tego, żeby poszukiwać choć tych małych kompromisów, które pokażą, że jesteśmy narodową wspólnotą zmobilizowaną do tego, aby bronić polskich granic i biało-czerwonej flagi

– dodał.

Nawrocki zauważył, że Polski „nie trzeba uczyć zagrożenia sowieckiego albo postsowieckiego”.

To jest w naszej tożsamości, krwi, DNA, to zagrożenie czujemy od wieków

– stwierdził.

Premier Tusk: jeśli ktokolwiek odważy się nas zaatakować, spotka się ze stanowczą odpowiedzią

Lekcja z 17 września 1939 roku nie pójdzie na marne. Jeśli ktokolwiek odważy się nas zaatakować, spotka się ze stanowczą odpowiedzią. Naszą i naszych sojuszników – napisał na platformie X premier Donald Tusk w rocznicę sowieckiej agresji na Polskę.

Do wpisu premier dołączył odwołujący się do rocznicy film. Donald Tusk przypomniał, że „87 lat temu, 17 września 1939 roku o świcie, gdy polscy żołnierze od dwóch tygodni bronili ojczyzny przed niemieckim najeźdźcą, ze wschodu uderzyła Armia Czerwona. Stalin zadał nam cios w plecy, łamiąc pakt o nieagresji”.

17 września 1939 r., Armia Czerwona przekroczyła granice Polski. Napaść na Polskę była konsekwencją układu podpisanego w Moskwie 23 sierpnia 1939 r. przez ministrów spraw zagranicznych Niemiec i ZSRR, który do historii przeszedł jako pakt Ribbentrop-Mołotow.

Pamiętamy obrońców Grodna, Lwowa, żołnierz Korpusu Ochrony Pogranicza, harcerzy, partyzantów i cywilów, którzy stanęli naprzeciw przeważającej siły. Pamiętamy ofiary Katynia, Miednoje i Charkowa. Pamiętamy setki tysięcy rodzin wywiezionych na Syberię, dzieci które nigdy nie zobaczyły swoich ojców i matki które do końca życia czekały na wieść, jakąkolwiek, o swoich bliskich

– powiedział premier.

Premier Tusk: metody rosyjskich działań od stuleci pozostają bez zmian

Jak dodał, „jako historyk doskonale wie, że metody rosyjskich działań od stuleci pozostają bez zmian. Napaść na sąsiadów pod pretekstem wyzwolenia”. – W dniu takim jak ten wolałbym mówić tylko o bohaterskich czynach zapisanych na kartach historii. Niestety, eskalująca agresja ze strony Rosji nie pozwala mi na to (…) W niedzielę w Dorohusku zawyły syreny, a szyby drżały od wybuchów w oknach. Kilkaset metrów od przejścia granicznego z Polską rosyjski dron uderzył w stację benzynową, inny trafił w lokomotywę ukraińskiego pociągu, dwa kilometry od naszej granicy. Noc wcześniej rosyjskie drony uszkodziły fabrykę polskiej firmy na Ukrainie. W lipcu uzbrojona rosyjska rakieta spadła na pole na Lubelszczyźnie – przypomniał Tusk.

„To nie były przypadki”

To nie były przypadki i dziś mówię z całą mocą: nie damy się zastraszyć. Rosja wcale nie musi przekraczać naszej granicy, ona już prowadzi z nami wojnę hybrydową za pomocą dronów, aktów sabotażu i dezinformacji w internecie. Od naszych sojuszników wiemy, że najbliższe miesiące mogą przynieść kolejne prowokacje. Ale nie boimy się. Nie jesteśmy też naiwni (…) W 1939 r. sojuszników mieliśmy właściwie tylko na papierze. Zostaliśmy sami. Dziś jesteśmy w NATO i w Unii Europejskiej. Wydajemy na obronę prawie 5 proc. PKB, to niemal dwa razy więcej niż Niemcy i ponad dwa razy więcej niż Francja. Budujemy jedną z najsilniejszych armii w Europie. Z unijnego programu SAFE pozyskaliśmy 44 mld euro, najwięcej ze wszystkich państw Unii, a polskie granice są dzisiaj najlepiej strzeżonymi granicami na całym kontynencie

– podkreślił Tusk.

Szef polskiego rządu przyznał, że „jesteśmy świadomi, że nawet największa armia nie wystarczy, jeśli naród nie będzie gotowy”.

Nie szukamy wojny, ale jeśli ktokolwiek odważy się nas zaatakować, spotka się ze stanowczą odpowiedzią naszą i naszych sojuszników

– zaznaczył.

Na czwartkowym (17 września) briefingu Tusk został zapytany, czy nie przeszkadza mu brak Polski, jako państwa frontowego, w niektórych formatach, które prowadzą negocjacje na temat europejskiego systemu bezpieczeństwa.

Mamy dziesiątki formatów w Unii Europejskiej i niektóre są mniej przydatne, niektóre są bardziej przydatne

– odparł premier.

Dodał, że ma bardzo dobre doświadczenia jeśli chodzi o Grupę Wyszehradzką, szczególnie w pierwszych latach obecności Polski w UE.

Jak zaznaczył, dzięki współpracy z Węgrami, Słowakami, Czechami w tym regionie, Polsce udało się wymusić na UE inne punkty widzenia i zrozumienie logiki politycznej i cywilizacyjnej, która jest obecna w państwach Europy Środkowej. Zapewnił też, że nie narzeka na brak spotkań międzynarodowych.

Nie mam żadnego poczucia, że Polska ma za mały wpływ na to, co się dzieje w sprawach bezpieczeństwa. Ja mam bardzo często raczej poczucie nadmiernej ilości spotkań, debat, formatów w tej sprawie, bo wiele rzeczy już nie wymaga debaty ani spotkań, szczytów, tylko wymaga konkretnej decyzji i konkretnych pieniędzy

– oświadczył premier.

Na czwartkowym briefingu premier Donald Tusk poinformował, że niedługo w Polsce odbędzie się „spotkanie liderów”, które – jak mówił – „będzie towarzyszyło wspólnym manewrom NATO na terenie Polski, które mają przygotować Europę do aktywniejszych działań na temat bezpieczeństwa regionu i bezpieczeństwa Ukrainy, kiedy już wojna się zakończy”.

Manewry wojskowe w Polsce

O tym, że w Polsce jesienią odbędą się ćwiczenia wojskowe, Tusk poinformował w lipcu, podsumowując przebieg spotkania tzw. koalicji chętnych. Szef polskiego rządu zapewnił wówczas, iż kluczowa była wspólna decyzja o tym, że pierwsze ćwiczenia, w których udział będą brały wojska francuskie i brytyjskie.

Ćwiczenia te – jak zapowiedział Tusk – mają przygotować całą koalicję zgromadzoną wówczas w Paryżu do realnych gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy i regionu. Będą miały charakter wielonarodowy, z tym, że do Polski przyjadą głównie Francuzi i Brytyjczycy.

Premier Donald Tusk poinformował, że w nocy będzie jechał przez Ukrainę i po powrocie przedstawi raport o tym, jak wygląda tam infrastruktura energetyczna. Odniósł się tak m.in. do czwartkowego ataku Rosji na zachodnią Ukrainę przy granicy z Polską.

Tej nocy będę jechał przez Ukrainę i dam państwu raport po powrocie, jak wygląda infrastruktura energetyczna, ale wiecie dobrze, że jest wciąż przedmiotem ataków. Nadzieje, jakie wyraził prezydent Trump, że Rosja zaprzestanie ataków na infrastrukturę energetyczną, moim zdaniem okazały się płonne

– podkreślił Tusk.

Jego zdaniem, zapowiedzi Trumpa mogły być „próbą skłonienia prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, żeby Ukraina zaprzestała ataków na rosyjskie rafinerie”.

Szef rządu ocenił, że do zimy Rosja najprawdopodobniej zaostrzy ataki na infrastrukturę energetyczną.

My na pewno nie będziemy naiwnie przyjmować komunikatów, że Rosja ma dobrą wolę i zacznie się poprawnie zachowywać. Nic na to nie wskazuje, ani historia, ani działania w ostatnich dniach. Polskę i Polaków nie stać w żadnym wypadku na naiwność czy życzeniowe myślenie. My musimy operować faktami, a one są jednoznaczne

– podkreślił.

Atak przy granicy z Polską. Wiceszef MON o kulisach: był wydany rozkaz

Dowódca operacyjny wydał rozkaz zestrzelenia obiektu w przypadku przekroczenia granicy państwa – podkreślił w czwartek (17 września) wiceszef MON Cezary Tomczyk odnosząc się do porannego ataku Rosji przy granicy z Polską.

Mieszkańcy powiatów w woj. lubelskim i podkarpackim otrzymali w czwartek (16 września) przed południem alert RCB o zagrożeniu atakiem z powietrza. Nieco wcześniej DORSZ poinformowało, że w związku z atakami Rosji na terytorium Ukrainy rozpoczęło się operowanie lotnictwa wojskowego w polskiej przestrzeni powietrznej.

Kolejny atak Rosji przy granicy z Polską

Premier Donald Tusk poinformował, że „bardzo blisko polskiej granicy, niedaleko ukraińskiego Jagodzina koło Dorohuska, znowu zaatakowano prawdopodobnie stację benzynową; była bardzo masywna eksplozja”.

O to, czy Polska była gotowa zestrzelić rosyjski dron dziennikarze w Sejmie zapytali wiceministra Tomczyk, który odparł, że „nie tylko byliśmy gotowi, ale dowódca operacyjny wydał rozkaz do zestrzelenia w przypadku przekroczenia granicy państwa”.

To jest rozkaz z preautoryzacją, tzn. już pilot nie musi potwierdzać z dowódcą operacyjnym, że ten obiekt jest w zasięgu i czy może strzelać, tylko automatycznie po wykryciu obiektu może dokonać strącenia takiego drona czy rakiety

– powiedział Tomczyk.

Zapytany, czy aby ze względu na szybkość dronów odrzutowych nie przestaje mieć racji bytu zasada, że najpierw obiekt trzeba zidentyfikować wzrokowo, zanim się zacznie do niego strzelać, Tomczyk zaprzeczył. Jak zauważył, „identyfikacja w czasach pokoju jest czymś absolutnie koniecznym” również ze względu na „ogromne” ryzyko ewentualnej pomyłki i np. zestrzelenia awionetki cywilnej.

Dalsza część tekstu pod polecanym artykułem

Czytaj także:

Przede wszystkim prowadzimy pełną wymianę informacji ze stroną ukraińską. To jest dla nas kluczowa sprawa, bo wtedy piloci mogą się przygotować do tego, co będzie za moment – zaznaczył wiceszef MON. – Tak naprawdę ten system budowany jest w taki sposób

– dodał.

Polski dowódca operacyjny nie tylko widzi to, co wskazują mu polskie urządzenia radiolokacyjne, które ze względu na ograniczenia krzywizny ziemi (…) mają określony zasięg. Dlatego korzystamy też z radarów i z systemów ukraińskich, albo amerykańskich, albo natowskich. Więc identyfikacja następuje dużo wcześniej. Tzn. dowódca operacyjny i pilot, może przygotować się do sytuacji, z którą będzie się za chwilę mierzył

– wyjaśnił wiceszef resortu obrony.

Ryzyko, odpowiedzialność bierze na siebie ten, kto ma największą wiedzę. Bierze pilot, bierze dowódca operacyjny. Dajmy ludziom, którzy są w mundurach, którzy zarządzają tym światem i zarządzają bezpieczeństwem granicy, podejmować w tej sprawie decyzje

– apelował.

Na uwagę dziennikarza, że takie sytuacje będą się powtarzać i czy jest rozważane porozumienie ze stroną ukraińską, aby takie drony zestrzeliwać nad terytorium Ukrainy Tomczyk zauważył, że zestrzeliwanie nad Ukrainą rakiet i dronów „to już jest zupełnie inny poziom”.

Takie ustalenie może nastąpić tylko na poziomie całego Sojuszu Północnoatlantyckiego – podkreślił. – Ta sprawa była wielokrotnie poruszana, wielokrotnie analizowana przez Sojusz. Dopóki nie będzie pełnej akceptacji dla takiego rozwiązania, to na pewno nie pójdziemy tutaj dalej

– poinformował Tomczyk.

Alert dla mieszkańców dwóch województw

W czwartek (16 września) wojsko poderwało myśliwce, a tuż przed południem mieszkańcy województw lubelskiego i podkarpackiego dostali alert o zagrożeniu atakiem z powietrza w czasie czwartkowego nalotu Rosji na zachód Ukrainy. Jeden z rosyjskich dronów uderzył 4 km od granicy z Polską. Nie odnotowano jednak jej naruszenia – podało Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych.

Premier Donald Tusk na konferencji prasowej po spotkaniu z kanclerzem Austrii poinformował o zakończonym „masywnym, bardzo brutalnym” rosyjskim ataku na zachodnią część Ukrainy, bardzo blisko polskiej granicy, niedaleko Jagodzina koło Dorohuska. Jak powiedział, „znowu zaatakowano prawdopodobnie stację benzynową; była bardzo masywna eksplozja; nasze samoloty zostały poderwane też do akcji”.

To kolejny atak Rosji na Ukrainę niedaleko polskiego terytorium. W nocy z soboty na niedzielę odnotowano dwa uderzenia dronów Geran-5 w bezpośredniej bliskości granicy z Polską, w pobliżu polsko-ukraińskiego przejścia granicznego.

Exit mobile version