Szef irańskich służb bezpieczeństwa Mohsen Rezaei [czyt. Mohsen Rezaiii]
zagroził „odwetem przypominającym trzęsienie ziemi wszystkim krajom, które przyłączą się do wojny ekonomicznej, wypowiedzianej przez Donalda Trumpa.
Amerykański prezydent zagroził, że kraje, które będą utrzymywać jakiekolwiek relacje
finansowe z Iranem, spotkają się z groźnymi konsekwencjami ze strony USA.
Nominowany niedawno na stanowisko Mohsen Rezaei ostrzegł kraje Bliskiego Wschodu, że każde państwo, które dołączy do amerykańskich sankcji przeciwko Iranowi, zostanie uznane za wroga, a Teheran będzie „odwetowo atakował jego interesy”.
W wywiadzie dla irańskiej telewizji Rezaei ogłosił, że strategia obronna Iranu i jego zachowanie na arenie międzynarodowej uległy znaczącym zmianom i nie ma już powrotu do stanu sprzed wojny. Bardziej ofensywne podejście tłumaczył niedotrzymaniem przez Stany Zjednoczone warunków wynegocjowanego w połowie czerwca memorandum o porozumieniu.
Tymczasem prezydent Iranu Masud Pezeszkian broni negocjacji z Amerykanami
przed krytyką bardziej twardogłowych przedstawicieli reżimu. W przemówieniu podkreślił, że koniecznie jest wyjście poza sytuację „ani wojny, ani pokoju”. Przeprosił też Irańczyków za trudności, z jakimi się borykają, tłumacząc to koniecznością zaangażowania kraju w szeroko zakrojoną walkę militarną i gospodarczą.
Myśleli, że jeśli zaatakują Iran, będzie jak z Wenezuelą. Ale nie tylko tak się nie stało, ale też świat był zdumiony naszą potęgą
– przekonywał obywateli prezydent Pezeszkian.
Działania wojenne, blokada portów i dotkliwe sankcje ekonomiczne odbijają się na portfelach Irańczyków. Ceny ryżu wzrosły w ciągu ostatniego pół roku o 60 procent, a ceny wołowiny o 150 procent. Równocześnie Irańczycy za swoje pensje mogą kupić dużo mniej, bo pieniądze są warte około połowę tego, co rok temu. Inflacja do końca roku ma sięgnąć 70 procent, a gospodarka skurczy się o ponad 5 procent.


















