Lider PiS nie mógł złożyć wieńca przed pomnikiem prezydenta Lecha Kaczyńskiego

Prezes PiS Jarosław Kaczyński (P) przed Pomnikiem Lecha Kaczyńskiego na Pl. Piłsudskiego w Warszawie Fot. PAP/Paweł Supernak

Prezes PiS Jarosław Kaczyński (P) przed Pomnikiem Lecha Kaczyńskiego na Pl. Piłsudskiego w Warszawie Fot. PAP/Paweł Supernak

Podczas piątkowych (10 lipca) obchodów miesięcznicy smoleńskiej posłowie PiS nie mogli złożyć wieńca przed pomnikiem Lecha Kaczyńskiego przy Placu Piłsudskiego w Warszawie. Odmowę dostępu – jak mówił lider PiS Jarosław Kaczyński – policja uzasadniła tym, że inne osoby zorganizowały tam zgromadzenie doraźne.

Oni są osłaniani, a tutaj miesiąc w miesiąc jesteśmy obrażani, atakowani, łącznie z pogróżkami zabójstwa. Tego nie traktuję oczywiście poważnie, tylko że chodzi o to, że policja ma obowiązek w takiej sytuacji interweniować, a nie interweniuje

– komentował zdarzenie na Placu Piłsudskiego lider PiS. 

Kaczyński wraz z grupą polityków PiS oraz szefem kancelarii prezydenta Zbigniewem Boguckim udali się w piątek rano (10 lipca) na Plac Piłsudskiego w Warszawie, żeby jak co miesiąc złożyć wieńce przed pomnikami prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 roku. Na miejscu obecni byli już protestujący, a porządku pilnowała policja.

„Trzeba będzie powołać gwardię obywatelską”

Politycy PiS nie zostali dopuszczeni przez funkcjonariuszy do pomnika byłego prezydenta, w związku z czym złożyli wieńce w pewnej odległości od monumentu. 

Mamy do czynienia w istocie w tej chwili z bojówkami rządzącej partii, a nie z policją i z tego będą musiały być wyciągnięte wnioski – mówił lider PiS, zmierzając przed pomnik Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 roku. – Trzeba niestety będzie wszystko budować od początku, trzeba będzie powołać jakąś gwardię obywatelską, która będzie bardzo zdecydowana, tak że ci z policji, którzy pozostaną w niej, będą wiedzieli, że muszą wykonywać swoje obowiązki

– dodał. 

Lider PiS, dopytywany przez dziennikarzy, jak policja uzasadniała swoje działania, powiedział, że funkcjonariusze poinformowali, że zostało tam założone zgromadzenie doraźne. 

Tacy jak ci, którzy tutaj to robią, po pierwsze odpowiedzą za to, co robili, a po drugie trzeba będzie jeszcze wyjaśnić, czy oni działają sami, czy też działają na zlecenie rosyjskie, czy też może jakiegoś innego państwa graniczącego z Polską. A to już jest ciężkie przestępstwo

– mówił o protestujących lider PiS.

Dalsza część tekstu pod polecanym artykułem

Czytaj także:

Wyraził nadzieję, że prokuratura i sądy zakażą im zbliżania się do miejsca, gdzie odbywają się miesięcznice, jak mówił – „niezależnie od tego, że będą musieli ponieść odpowiedzialność za to, co tutaj robili przez cały czas”. 

Lider PiS wyraził nadzieję, że po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych jego ugrupowanie wróci do władzy. Podkreślił, że potrzebna jest do tego „wielka mobilizacja”.

Mam nadzieję, że ta władza (PiS) wróci, a wtedy zostanie zaprowadzony tutaj porządek, ale ten porządek będzie musiał sięgać także bardzo głębokiej reformy i wymiaru sprawiedliwości, i różnych służb państwowych – mówił. – Coś takiego jak to, co choćby dzisiaj się tutaj zdarzyło, nie może się powtórzyć. I to nie tylko pod tym pomnikiem, pod żadnym pomnikiem, także pod pomnikiem ludzi, którzy nie są naszymi bohaterami, ale są bohaterami (…) innych ugrupowań, innych formacji społecznych

– dodał Kaczyński.

Miesięcznica katastrofy smoleńskiej

10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu Tu-154 wiozącego polską delegację na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i pierwsza dama Maria Kaczyńska, przedstawiciele rządu i parlamentu, najwyżsi dowódcy wojska, przedstawiciele duchowieństwa i ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski.

Exit mobile version