Telewizja Al-Dżazira zwraca uwagę na duże niejasności, dotyczące amerykańskiego ataku na szkołę w Iranie. Według stacji, mogło dojść do poważnego błędu wywiadowczego, bo budynek od kilku lat był wyraźnie oddzielony od sąsiedniego kompleksu wojskowego.
W sobotnim ataku zginęło 165 osób, a prawie 100 zostało rannych. Ofiary śmiertelne i poszkodowani to w większości dziewczynki w wieku 9-12 lat. Amerykanie i Izraelczycy twierdzili potem, że nie wiedzieli, że w tym miejscu była placówka edukacyjna.
W obszernym artykule dziennikarze analizują zdjęcia satelitarne i zastanawiają się, dlaczego szkoła, niebędąca obiektem militarnym, stała się celem ataku. Przypominają, że w tym miejscu jeszcze w 2013 roku były koszary, natomiast w późniejszych latach kompleks został podzielony na trzy wyraźnie oddzielone od siebie sektory.
W jednym z nich była szkoła dla dziewcząt, z własnymi murami i bramami. Dziennikarze zwracają uwagę, że pociski trafiły w szkołę, ale ominęły już sąsiednią, otwartą niedawno klinikę. Stawiają tezę, że atak na szkołę mógł być wynikiem błędu wywiadowczego i bazowania na starych danych, albo też miał on charakter, jak to zostało określone, „celowy”, bo szkoła została uznana za obiekt wojskowy.
W tym kontekście stacja przypomina, że przy przyjęciach do placówki uprzywilejowaną pozycję miały córki oficerów Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Niezależnie od tego – wskazują autorzy – placówka i jej uczennice powinny być szczególnie chronione w czasie konfliktów.
Bombardowanie szkoły w Iranie potępiły wcześniej międzynarodowe organizacje praw człowieka, w tym UNICEF.
