Reprezentujący Polskę łyżwiarz szybki Władimir Siemirunnij wywalczył srebrny medal w biegu na 10 000 m podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina.
Semirunnij podziękował za zaufanie prezydentowi, działaczom Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego, trenerom, kibicom i wszystkim innym, którzy mu pomogli.
Dziękuję, że we mnie uwierzyli, to dużo dla mnie znaczy. Mam nadzieję, że to dla Polski też dużo znaczy, że nie rzucam słów na wiatr. Powiedziałem, że zrobię ten medal – no i zrobiłem. Mam paszport, ale kiedy jeszcze słyszę, jak mi mówią, że „jesteś nasz”, to czuję, że jestem w domu
– podsumował.
Semirunnij uzyskał w piątek (13 lutego) wynik 12.39,08. Wyprzedził go tylko 19-letni Czech Metodej Jilek – 12.33,43. Siemirunnij stracił do pierwszego miejsca 5.65 sek. Brąz zdobył Holender Jorrit Bergsma (+7.05).
Po biegu ledwo stałem na nogach, podpierałem się jedną ręką. Teraz mam ten medal i muszę podpierać się drugą. Jest ciężki, ale ciężki w tym sensie, że dużo na niego pracowałem. Motywuje mnie jeszcze bardziej. Na każdych zawodach celem jest złoty medal. Te cztery lata przelecą szybko, będę znowu walczył
– zapowiedział.
W piątek startował w trzeciej parze. Po swoim biegu był pierwszy, ale wtedy nastąpiła przerwa na czyszczenie lodu i Semirunnij wraz z całym sztabem musieli czekać na wyniki rywali.
Myślałem, że nie będę aż tak zdenerwowany. Siedziałem z ręką po łokieć w buzi, oglądanie tego było straszne
– relacjonował.
W północnych Włoszech wystartuje jeszcze na 1500 m. Prezez PZŁS Rafał Tataruch przyznał otwarcie, że to „nie jest jego dystans”, ale sam zawodnik nie wyklucza kolejnego sukcesu.
Dlaczego nie mój dystans? Jestem wicemistrzem Europy na tym dystansie, a tam też byli mocni zawodnicy. Zobaczymy, jak się to ułoży, z kim będę w parze. Też spróbuję zrobić dobry czas
– zapewnił.
Trener Semirunnija: stres był do końca
Roland Cieślak, trener srebrnego medalisty olimpijskiego w łyżwiarskim biegu na 10000 m Władimira Semirunnija, do końca nie był pewny miejsca na podium swojego podopiecznego. – Stres już zszedł, ale był do końca – przyznał.
Szkoleniowiec wyjaśnił, że jadący w ostatniej parze Norweg Sander Eitrem i Francuz Timothy Loubineaud mogli pojechać szybciej od popularnego „Władka” jak w kadrze polskiej nazywają go koledzy. Tak się jednak nie stało. Reprezentanta Polski wyprzedził jedynie Czech Metodej Jilek.
Złoto było w zasięgu i jest niedosyt. Lód nie był taki jak wcześniej na treningach. Nie ślizgał tak dobrze. Początkowo „Władek” jechał zgodnie z planem, ale potem nie było już tak dobrze. Cieszmy się z tego co jest
– powiedział Cieślak w rozmowie z Eurosportem.
Szkoleniowiec zakładał przed rywalizacją, że medal powinien zapewnić czas jaki osiągnął Jilek – 12.33,43. Okazało się, że to wynik zapewniający jeszcze więcej – pierwsze miejsce. Semirunnij przegrał z Czechem o 5,65 s.
Cieślak określił swojego podopiecznego jako solidnego zawodnika.
Takiego życzę każdemu trenerowi. To perfekcjonista na treningu i poza nim. Potrafi się cieszyć sportem
– dodał.
Szkoleniowiec zaznaczył, że jest zachowana granica między nim a zawodnikiem. Stara się mu pomagać w życiu codziennym w Polsce.
On już w Mediolanie swoje zrobił. Szkoda, że zabrakło go na starcie 5000 m (był pierwszym rezerwowym – PAP). Był przygotowany, żeby w tej konkurencji też walczyć o podium. Ok, mamy jeden medal, za cztery lata powalczymy o więcej
– podsumował.
Igrzyska Olimpijskie 2026:
Sellier opuszcza szpital i wraca autem do kraju
Startująca w short tracku Kamila Sellier, która od piątku przebywała w szpitalu po wypadku na igrzyskach w Mediolanie, jeszcze w poniedziałek...
Czytaj więcejDetails