Francja zapowiada europejski odwet wobec amerykańskich ceł. To reakcja na deklaracje prezydenta Donalda Trumpa, który grozi podwyższeniem taryf wobec ośmiu krajów – w tym Francji – otwarcie sprzeciwiających się jego planom przejęcia Grenlandii. Paryż chce zmobilizować w tej sprawie nie tylko Unię Europejską, ale też grupę G7, której Francja przewodniczy w tym roku.
W weekend Pałac Elizejski zagroził zastosowaniem unijnego instrumentu przeciwko przymusowi gospodarczemu, co oznaczałoby m.in. zamknięcie europejskiego rynku zamówień publicznych dla amerykańskich firm. Paryż domaga się również zawieszenia umowy celnej między USA a Europą sprzed kilku miesięcy, na mocy której Wspólnota zrezygnowała z nałożenia cel o wartości 93 mld euro na amerykańskie towary.
„Uważam, że to porozumienie jest nieaktualne. Nie ma większości w Parlamencie Europejskim, żeby zatwierdzić umowę celną ze Stanami Zjednoczonymi” – powiedział w rozmowie z radiem France Inter wiceszef Komisji Europejskiej i były szef francuskiej dyplomacji Stéphane Séjourné.
Francuski minister finansów Roland Lescure nazwał z kolei groźby prezydenta Trumpa „szantażem”, i oświadczył, że należy rozważyć wszelkie możliwe działania odwetowe.
Londyn: Konflikt nie leży w interesie żadnej ze stron
Na nadzwyczajnej konferencji prasowej brytyjski premier Keir Starmer powiedział, że decyzje dotyczące Grenlandii powinny należeć wyłącznie do mieszkańców wyspy i władz Danii, a nie być narzucane przez administrację USA.
Starmer podkreślił, że Wielka Brytania pozostaje bliskim partnerem Stanów Zjednoczonych, ale nie może zgodzić się na działania, które zagrażają stabilności sojuszu i interesom gospodarczym kraju.
Stwierdził też, że groźby taryf mogą znacząco wpłynąć na brytyjski eksport, w tym na sektory przemysłowe i rolne, a także na relacje handlowe z m.in. krajami europejskimi. Podkreślił, że konflikt handlowy z USA nie leży w interesie żadnej ze stron i należy go rozwiązać poprzez dialog i współpracę dyplomatyczną.
