Nikola Grbić powtórzył sukces z 2023 roku, ponownie prowadząc polskich siatkarzy do dwóch złotych medali – Lidze Narodów i przede wszystkim w mistrzostwach Europy. Zapewniając sobie z biało-czerwonymi równocześnie kwalifikację olimpijską, trener uciszył krytyków mówiących, że najważniejszych imprez nie wygrywa.
Grbić wydobył potencjał polskiej reprezentacji
Od lat mówi się o ogromnym potencjale reprezentacji Polski siatkarzy, szerokiej ławce rezerwowych i wielu kandydatach do gry w kadrze. Prawda jest jednak taka, że dopiero Grbić był w stanie wydobyć i wykorzystać w pełni mityczny często wcześniej potencjał. Biało-czerwoni nigdy nie grali tak dobrze i przede wszystkim tak równo, jak właśnie pod jego wodzą. Tegoroczne mistrzostwa Europy potwierdziły, że Serb w szkoleniowym panteonie polskiej siatkówki zajmuje czołowe, jeśli nie najwyższe miejsce.
Urodzony 6 września 1973 roku w małej wiosce Klek Grbić był niejako skazany na siatkówkę. Sport ten uprawiał jego ojciec Milos, w przeszłości czołowy zawodnik reprezentacji Jugosławii, oraz starszy o trzy lata brat Vladimir.
Bracia znacząco się różnili w zachowania na boisku. Vladimir był bardzo żywiołowy, podczas gdy Nikola imponował spokojem i opanowaniem. Fani siatkówki przyzwyczaili się, że nie mają co liczyć zarówno na wybuch gniewu, jak i uśmiech ze strony młodszego z Grbiciów podczas meczów, choć było kilka wyjątków.
Zahartował go dość surowy styl wychowania wybrany przez rodziców, którzy wiele w młodości przeżyli.
Dziś, jako dorosły człowiek, mogę powiedzieć, że nic mnie nie złamie. Po latach to doceniłem
– przyznał w jednym z wywiadów.
Nikola był cenionym rozgrywającym, a Vladimir przyjmującym i liderem w ataku. Przez wiele lat występowali wspólnie z powodzeniem w drużynie narodowej. Kariera młodszego z nich trwała dłużej i ma na koncie nieco więcej sukcesów. Wywalczył m.in. złoty medal olimpijski w Sydney (2000), a cztery lata wcześniej brąz podczas igrzysk w Atlancie, srebro mistrzostw świata w 1998 roku i brąz 12 lat później oraz sześć medali mistrzostw Europy, w tym złoty w 2001 roku.
W jego dorobku są też imponujące osiągnięcia klubowe. Pierwszym jego oficjalnym klubem był Gik Banat, z którym związał się w 1987 roku. Po trzech latach przeniósł się do Vojvodiny Nowy Sad, w której spędził cztery sezony. Następnie trafił do Włoch i w siedmiu zespołach z tego kraju występował w sumie przez kolejnych 19 lat.
Trzykrotnie zwyciężył w najbardziej prestiżowych rozgrywkach na Starym Kontynencie. Po Puchar Zdobywców Pucharów sięgnął z Alpitour Cuneo w 1998 roku, a w Lidze Mistrzów triumfował dwa lata później z Sisley Treviso i w 2009 roku z Itas Diatec Trentino. Dotarł też do finału obu tych rozgrywek – w 1999 (PZP) i 2013 (LM) roku. Z Cuneo dodatkowo wygrał również rywalizację w Pucharze CEV. Może się też pochwalić m.in. dwoma tytułami mistrza i sześcioma wicemistrza Italii oraz trzykrotnym sięgnięciem po Puchar Włoch.
W 2013 roku przeniósł się do Zenita Kazań, z którym zdobył mistrzostwo Rosji i po tym jednym sezonie zakończył karierę zawodniczą. Liczne sukcesy sprawiły, że w 2016 roku dołączył do siatkarskiej Galerii Sław.
Od zawodnika do trenera
Po przejściu na sportową emeryturę nie odpoczywał długo od siatkówki – już jesienią 2014 roku zadebiutował jako trener włoskiego Sir Safety Perugia, która to przygoda trwała jeden sezon. W 2015 roku rozpoczął pracę z reprezentacją Serbii, którą później łączył z prowadzeniem zawodników Calzedonii Werona. Z obydwoma zespołami pożegnał się w 2019 roku.
Ze swoją drużyną narodową wygrał Ligę Światową (2016), zdobył brązowy medal ME (2017) i zajął czwarte miejsce w MŚ (2018). Nie udało mu się wywalczyć awansu na igrzyska w Tokio, ale mimo to informacja o rozstaniu zaledwie na kilka tygodni przed kolejną edycją ME była zaskakująca. Podczas tej imprezy jego rodacy – już pod wodzą Slobodana Kovaca – wywalczyli tytuł.
W maju 2019 roku ogłoszono, że Grbić poprowadzi Zaksę Kędzierzyn-Koźle. Było to jego drugie podejście do tego klubu. Po raz pierwszy ówczesny prezes Sebastian Świderski zaoferował współpracę Serbowi – przeciwko któremu w przeszłości nieraz rywalizował na boisku – cztery lata wcześniej, ale wówczas nie doszło do porozumienia.
Były rozgrywający pracował w Kędzierzynie-Koźlu przez dwa sezony. W 2020 roku zdobył z Zaksą mistrzostwo kraju, a poza tym dwukrotnie sięgnął po Superpuchar Polski i raz Puchar Polski. Wywalczone w 2021 roku wicemistrzostwo było pewnym rozczarowaniem, ale zeszło na dalszy plan już dwa tygodnie później za sprawą triumfu w Lidze Mistrzów. To było dopiero drugie w historii zwycięstwo polskiego klubu w najbardziej prestiżowych rozgrywkach w Europie (w 1978 roku Płomień Milowice sięgnął po Puchar Europy Mistrzów Krajowych).
Grbić był chwalony za wyniki, sposób prowadzenia zespołu i wkład w rozwój młodych graczy. Pod jego skrzydłami błyszczał m.in. Aleksander Śliwka, a bardzo duży postęp zrobił Kamil Semeniuk, który w efekcie zadebiutował potem w kadrze.
W grudniu 2020 roku poinformowano o przedłużeniu umowy na kolejne dwa sezony, ale Serb jej nie wypełnił. Po triumfie kędzierzyńskiej drużyny w LM potwierdzono jego odejście do Perugii. Jako powód podano względy osobiste. We Włoszech przez wiele lat mieszkała jego rodzina – żona Stanislava oraz synowie Matija i Milos, którzy poszli w ślady ojca i trenują siatkówkę. Grbić zapewniał wówczas, że podjęcie decyzji o rozstaniu z Zaksą nie było dla niego łatwe.
Nigdy nie miałem i prawdopodobnie nie będę miał lepszego doświadczenia jako trener od tego, które miałem w Zaksie. Warunki perfekcyjne, „chemia” ze sztabem i zawodnikami – mieliśmy zaufanie do siebie. Zostawianie tego było naprawdę trudne
– zaznaczył.
Grbić selekcjonerem reprezentacji Polski
Zawodnikiem Perugii był wówczas reprezentant Polski Wilfredo Leon, a wcześniej prowadził ten zespół Belg Vital Heynen, którego Grbić w styczniu 2022 zastąpił w roli opiekuna… biało-czerwonych.
Już po nieudanych dla Polaków igrzyskach w Tokio pojawiły się głosy, że kontrakt Belga z Polskim Związkiem Piłki Siatkowej (PZPS) nie zostanie przedłużony i rozpoczęło się wyszukiwanie potencjalnych kandydatów. Wśród nich pojawiło się też nazwisko Grbicia, a na zdecydowanego faworyta wyrósł, gdy pod koniec września 2021 prezesem krajowej federacji został Świderski. Jeszcze przed zjazdem wyborczym nie ukrywał on, że chciałby, aby to właśnie Serb został szkoleniowcem ówczesnych mistrzów świata. Stało się to faktem cztery miesiące później.
Już pierwszy rok pracy z biało-czerwonymi obfitował w sukcesy – trzecie miejsce w Lidze Narodów i jednak nieco rozczarowujący, biorąc pod uwagę dwa wcześniejsze tytuły, srebrny medal mistrzostw świata. Nowy szkoleniowiec mówił jednak wówczas, iż w jakimś sensie to dobrze, że Polacy przegrali finał, bowiem pozostaną bardziej głodni zwycięstw.
Pozostali, o czym wszyscy przekonali się już rok później, gdy najpierw w świetnym stylu odnieśli historyczny triumf w Lidze Narodów w Gdańsku, a po niecałych dwóch miesiącach zostali mistrzami Europy drugi raz w historii i pierwszy od 2009 roku. W finale w Rzymie pokonali… Włochów, rewanżując im się za porażkę z finału mistrzostw świata w Katowicach. Na zakończenie wymagającego sezonu wywalczyli w Chinach kwalifikację olimpijską bez porażki na koncie.
Cel: olimpijskie złoto
W 2023 roku Grbić został już więc drugim najbardziej utytułowanym z trenerów polskich siatkarzy w historii, po… Hubercie Jerzym Wagnerze, który z biało-czerwonymi zdobył sześć medali. W dorobku zarówno zawodników, należących do jednego z najbardziej utalentowanych pokoleń w historii polskiej siatkówki, a także Serba jako szkoleniowca wciąż brakowało jednak tego najcenniejszego – olimpijskiego.
Biało-czerwoni wcześniej tylko raz stanęli na podium najważniejszej imprezy sportowej na świecie. W 1976 roku w Montrealu wywalczyli złoty medal pod wodzą… Wagnera. Później wielu szkoleniowców próbowało powtórzyć wyczyn legendarnego trenera. Stephane’owi Antidze i Heynenowi udało się ponownie doprowadzić Polaków do mistrzostwa świata, ale obaj polegli w turnieju olimpijskim.
Dopiero Grbić zdołał pójść w ślady Wagnera. Nie powtórzył wyczynu słynnego „Kata”, Polacy przegrali finał paryskich igrzysk z Francuzami, ale można go doceniać za regularność, gdyż z nim na czele sztabu szkoleniowego biało-czerwoni nie schodzą z podium. Każdą imprezę na międzynarodowej arenie, do której przystąpili, kończyli w czołowej trójce.
Należy jednak podkreślić, że poza mistrzostwami Europy w 2023 roku, w każdej innej mistrzowskiej imprezie czegoś brakowało, by stanąć na najwyższym stopniu podium. Zazwyczaj wytłumaczeniem były liczne kłopoty zdrowotne, które od kilku lat rzeczywiście torpedują kadrę Grbicia. Tak było jednak również właśnie trzy lata temu, gdy w obu „złotych” turniejach w najważniejszych meczach nie zagrał zmagający się z kontuzjami Bartosz Kurek. Wówczas pozostali zawodnicy byli jednak w najlepszej formie wtedy, kiedy było to kluczowe.
Co roku serbski szkoleniowiec podkreśla, że selekcja wąskiego składu jest dla niego trudna i że reprezentacja Polski ma najszerszą ławkę rezerwowych spośród wszystkich zespołów. Wśród zarzutów pojawiało się jednak, że w kluczowych momentach, poza 2023 rokiem, zawodnicy bywali jednak bez formy, a zmiennicy nie dostawali od trenera szansy, by spróbować poprawić grę.
Tak było nie tylko w igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Sytuacja powtórzyła się w ubiegłorocznych mistrzostwach świata na Filipinach. Polakom ponownie zabrakło co prawda zdrowia – jeszcze przed turniejem kontuzji wykluczającej go z imprezy doznał Aleksander Śliwka, już w Manili uraz pleców dotknął Tomasza Fornala, a tuż przed półfinałem problemy z mięśniami brzucha spotkały Kurka.
Kłopoty zdrowotne, podobnie jak w Paryżu, zatrzymały biało-czerwonych. To, co udało im się jednak w półfinale igrzysk, gdzie zmiennicy „wyszarpali” awans do finału, nie udało się w Manili. Drogę do finału zamknęli Polakom… Włosi, którzy trzy lata wcześniej pozbawili ich trofeum globalnego czempionatu. Tym razem spory kamyczek wpadł jednak do ogródka trenera, gdyż na Filipinach nawet nie spróbował skorzystać ze zmienników. Tych, którzy dwa miesiące wcześniej ponownie wywalczyli złoty medal Ligi Narodów.
Podwójne złoto i kolejne wyzwania
W tym roku Grbić jednak ponownie zamknął usta krytykom, wygrywając dwie imprezy w jednym sezonie. Najpierw jego podopieczni obronili trofeum w Lidze Narodów, a dwa miesiące później dokonali tego samego w mistrzostwach Europy, ponownie we Włoszech. Tym razem stawka była większa, bowiem zwycięzca turnieju zapewniał sobie równocześnie awans na igrzyska olimpijskie w Los Angeles, co jest nadrzędnym celem budowanej przez Serba reprezentacji.
Jestem bardzo szczęśliwy, zadowolony i dumny. Nie wiem, kto mnie pytał jakiś czas temu o to, dlaczego prezentujemy się lepiej w Lidze Narodów niż w imprezie docelowej. Chcę tylko przypomnieć, że tak się zdarzyło tylko raz – w zeszłym sezonie, gdy po triumfie w VNL zdobyliśmy brąz mistrzostw świata. W innych latach albo zajmowaliśmy z imprezie docelowej wyższe miejsce niż w VNL, albo mieliśmy po prostu podwójne złoto. Jestem dumny, bo jestem trenerem tych zawodników
– powiedział po finale w Mediolanie serbski trener.
Sami siatkarze zawsze podkreślają wsparcie dla swojego mentora.
Mój MVP turnieju? Nasz trener. Fantastycznie miesza składem i wykorzystuje potencjał całej naszej drużyny
– powiedział przyjmujący Kamil Semeniuk w trakcie tegorocznych mistrzostw Europy.
Szkoleniowiec nie zamierza się zatrzymywać. Jeszcze przed rozpoczęciem igrzysk w Paryżu prezes PZPS Świderski poinformował o przedłużeniu kontraktu z Grbiciem do kolejnego turnieju olimpijskiego w Los Angeles w 2028 roku.
Serb pozostaje jedynym trenerem, który w 10 imprezach, w jakich poprowadził polski zespół, wywalczył 10 medali. Teraz może się skupić na przygotowaniach do igrzysk, gdzie celem będzie złoty medal, którego nie udało się zdobyć w Paryżu. Wcześniej jednak będzie miał na swojej drodze jeszcze jedno wyzwanie – złoto mistrzostw świata, którego również brakuje w jego trenerskiej kolekcji.
Przyszłoroczny mundial odbędzie się w Polsce.
Fornal po zwycięstwie: od początku do końca dominowaliśmy w turnieju
Fajnie, że wygraliśmy. Nie rośliśmy z każdym meczem, tylko od początku do końca dominowaliśmy w tym turnieju
– podsumował Fornal.
Po trudnym pierwszym secie, wygranym na przewagi, Polacy zdominowali Francuzów w drugiej partii i pewnie szli po zwycięstwo. W trzeciej odsłonie zanotowali jednak przestój, przegrali ją wysoko, ale zdołali się później odbudować, by wygrać 3:1.
Od połowy czwartego seta czuliśmy, że już tego nie wypuścimy. Skupiliśmy się na tym, że chcemy wygrać te mistrzostwa i zdobyć kwalifikację olimpijską. Od dwóch sezonów ta drużyna buduje się na nowo, po zmianach, jakie zaszły po igrzyskach w Paryżu. Z tamtej ekipy zostało nas niewielu. Im więcej trudnych spotkań takich, jak to z Bułgarią na koniec fazy grupowej czy ze Słowenią w półfinale, tym będziemy stawać się silniejsi
– zaznaczył 29-letni przyjmujący.
Trzeba czasem pocierpieć, żeby wygrywać. Nie zawsze jest idealnie, ale pokazaliśmy charakter i walczyliśmy do końca. Na początku emocje buzowały, bo nie graliśmy na swoim poziomie. Ja też popełniałem proste błędy. My jednak nie pękamy na robocie. Nieraz bywało ciężko, ale wracaliśmy. W sobotę to pokazaliśmy
– dodał atakujący Bartłomiej Bołądź.
Dalsza część tekstu pod wpisem
?? ???????????? ???????????????? ??????????????
Biało-Czerwoni zdobywajązłoty medal #EuroVolleyM po znakomitym finale, ale to nie wszystko… reprezentacja Polski jużteraz może cieszyćsięz kwalifikacji olimpijskiej ??
Dziękujemy Panowie za piękne zakończenie tego sezonu,… pic.twitter.com/LvudwP2YTi
— POLSKA SIATKÓWKA (@PolskaSiatkowka) September 26, 2026
Na zespołowość zwracał uwagę również Fornal.
Cała drużyna zasłużyła na nagrodę MVP. Każdy za każdym poszedłby w ogień za drugim i trudno jest mi wyróżnić jedną osobę
– przyznał siatkarz Aluronu CMC Warty Zawiercie.
Przyjmujący był jednym z liderów drużyny pod kątem motywacji i zagrzewania do walki.
Jestem zawodnikiem, który uzewnętrznia się na boisku, pokazuje to, co czuje i jest zgodne ze mną. Wiem, że nie wszystkim może się to podobać, ale ja też nie jestem zupą pomidorową, żeby każdy mnie lubił. Najważniejszy jest finalny rezultat
– zauważył Fornal.
Polacy wywalczyli trzeci złoty medal ME. Wcześniej triumfowali w 2009 i 2023 roku. Zwycięstwo w Mediolanie oznacza jednocześnie kwalifikację do igrzysk olimpijskich w Los Angeles w 2028 roku.
Polscy siatkarze obronili tytuł mistrzów Europy
Polscy siatkarze obronili tytuł mistrzów Europy po zwycięstwie nad Francją 3:1 (31:29, 25:19, 19:25, 25:16) w sobotnim (26 września) finale w Mediolanie. Podopieczni trenera Nikoli Grbicia zdobyli tym samym kwalifikację do igrzysk olimpijskich 2028 roku w Los Angeles.
Polska – Francja 3:1 (31:29, 25:19, 19:25, 25:16).
Polska: Bartłomiej Bołądź, Tomasz Fornal, Szymon Jakubiszak, Marcin Komenda, Bartłomiej Lemański, Wilfredo Leon – Jakub Popiwczak (libero) – Jan Firlej, Maksymilian Granieczny, Kewin Sasak, Kamil Semeniuk, Artur Szalpuk.
Francja: Antoine Brizard, Trevor Clevenot, Theo Faure, Mathis Henno, Francois Huetz, Simon Magnin – Benjamin Diez (libero) – Noa Duflos-Rossi, Mousse Gueye.
Polacy przystępowali do finału po zwycięstwie 3:0 nad Słowenią w półfinale. Francuzi pokonali natomiast Finów 3:1. Sobotni finał był dla biało-czerwonych okazją do rewanżu za przegrany 0:3 decydujący mecz igrzysk olimpijskich w Paryżu.
Polscy siatkarze mistrzami Europy
Oba zespoły mocno otworzyły spotkanie. Po stronie „Trójkolorowych” asa zanotował Antoine Brizard, a chwilę później trzema odpowiedział Wilfredo Leon i było 4:2. Francuzi szybko wyrównali, korzystając z błędów Polaków, ale inicjatywa pozostała po stronie obrońców tytułu. Po bloku Szymona Jakubiszaka ponownie mieli oni dwa punkty przewagi (12:10). Gdy zatrzymany został Bartłomiej Bołądź było po 16, a atak Mathisa Henno dał minimalne prowadzenie Francuzom (18:17). Po zaciętej walce punkt za punkt w końcówce na przewagi lepsi okazali się biało-czerwoni – wygrali 31:29 po bloku na Henno i akcji Bołądzia. Wcześniej obronili trzy setbole, a raz w sukurs przyszła im wideoweryfikacja.
Efektowny blok Bartłomieja Lemańskiego i atak Bołądzia dał zespołowi trenera Grbicia przewagę już na początku drugiej partii (7:2). Dystans powiększyły mocne serwisy Tomasza Fornala i Lemańskiego (12:4). Ta odsłona to była całkowita dominacja liderów światowego rankingu. Przy serwisie Leona było już 17:7. Sytuacja nie zmieniła się do końca seta, ostatni punkt padł po ataku Bołądzia (25:19).
W trzeciej odsłonie to Francuzi już po pierwszych akcjach objęli prowadzenie 4:1, a po bloku na Bołądziu zrobiło się 7:3. Kilka dobrych uderzeń Henno dodatkowo powiększyło dystans (11:4). Trener Grbić zdecydował się na zmianę – Kamil Semeniuk zastąpił Leona. Był to strzał w dziesiątkę, Polacy szybko zmniejszyli część strat za sprawą zagrań przyjmującego włoskiej Perugii (10:13). Nie zdołali jednak wyrównać, ich błędy ponownie powiększyły różnicę i Francuzi wyszli na 18:12. Seta zakończył Henno (25:19).
Czwarta partia to ponownie lepszy początek obrońców tytułu (4:1). W kolejnych akcjach ponownie między zespołami wywiązała się zacięta walka, z obu stron zawodnicy posyłali mocne ciosy w ataku i na zagrywce (7:6). Po błędzie Brizarda biało-czerwoni mieli przewagę (10:7), a gdy dwukrotnie pomylił się Mousse Gueye było 15:9.
Zespół trenera Grbicia utrzymał koncentrację do końca, a piłkę mistrzowską wykorzystał Fornal (25:16).
Wilfredo Leon po raz drugi MVP turnieju
Najlepszym zawodnikiem meczu po stronie liderów światowego rankingu był Bołądź – zdobył 16 punktów. Po 13 dołożyli Fornal i Leon.
Dziękuję wszystkim kibicom za wasze wsparcie. Mamy kwalifikację olimpijską i to wszystko dzięki wam
– zwrócił się Leon do fanów tuż po zakończeniu meczu finałowego.
Urodzony na Kubie, a reprezentujący Polskę od 2019 roku siatkarz otrzymał nagrodę dla najbardziej wartościowego zawodnika turnieju.
Leon, który otrzymał również nagrodę dla najlepszego przyjmującego, został drugim siatkarzem w historii ME z tytułem MVP imprezy drugą edycję w rzędu. Pierwszym w latach 1993 i 1995 był Włoch Andrea Giani, aktualny trener Francuzów.
Podczas dekoracji wręczono nagrody „drużynie marzeń”. Z Polaków wyróżnieni zostali również środkowi Bartłomiej Lemański i Szymon Jakubiszak oraz libero Jakub Popiwczak. Za najlepszego trenera uznano szkoleniowca biało-czerwonych Nikolę Grbicia.
Najlepszym atakującym został Francuz Theo Faure, rozgrywającym jego rodak Antoine Brizard, a drugim przyjmującym Fin Nooa Marttila.
Trzecie złoto na mistrzostwach Europy
Biało-czerwoni wywalczyli trzeci złoty medal mistrzostw Europy; wcześniej byli najlepsi w Izmirze w 2009 roku i trzy lata temu w Rzymie. Podobnie jak w 2023 roku wcześniej triumfowali w Lidze Narodów.
Wśród gratulujących i wręczających medale biało-czerwonym byli m.in. minister sportu i turystyki Jakub Rutnicki oraz prezes PZPS Sebastian Świderski. Do drużyny przed wejściem na podium i odśpiewaniem Mazurka Dąbrowskiego dołączył Jakub Majchrzak, który był cały czas z ekipą, ale nie wystąpił w żadnym z dziewięciu spotkań w drodze po tytuł.
W meczu o trzecie miejsce Finowie pokonali Słoweńców 3:0 i zdobyli pierwszy w historii medal ME.
Polecamy
Lemański: jeśli utrzymamy poziom, to zobaczymy się w finale
Środkowy reprezentacji Polski Bartłomiej Lemański jest przekonany, że jeśli biało-czerwoni siatkarze w półfinale utrzymają poziom, który prezentowali dotychczas w mistrzostwach...
Czytaj więcejDetails
Polecamy
ME siatkarzy – Polacy przegrali z Bułgarią [AKTUALIZOWANY]
Polscy siatkarze przegrali z Bułgarią 2:3 (25:20, 29:31, 23:25, 25:19, 18:20) w swoim ostatnim meczu grupy B mistrzostw Europy. Podopieczni...
Czytaj więcejDetails
