Karramba!… 110 lat temu urodził się Stanisław Pagaczewski, autor przygód Baltazara Gąbki

Fot. Empik.com

Fot. Empik.com

To przecież chytra kontrutopia antysocjalistyczna – ocenił trylogię Stanisława Pagaczewskiego krytyk Tadeusz Nyczek. 9 lipca 1916 r. urodził się Stanisław Pagaczewski, autor przygód profesora Baltazara Gąbki, na których wychowało się kilka pokoleń Polaków.

Pisarz „zresocjalizował” też Smoka Wawelskiego, postrzeganego wcześniej jedynie jako krwiożerczą, aspołeczną, groźną bestię. 

Smok poczciwy i wesoły. Nie taki, jak inne, które ponoć jeszcze na świecie żyją. Mordę ma zieloną, wielkie oczy i gębę od ucha do ucha. A tak zawsze wygląda, jakby się śmiał i dlatego nikt się go nie boi. Lubi się ubierać jak człowiek. Najchętniej przebywa w powłóczystym szlafroku i pantoflach

– przedstawił Wawelskiego Pagaczewski w powieści „Porwanie Baltazara Gąbki” (1966). 

Zrobił to jednak nie tyle na „społeczne zapotrzebowanie” lecz ze względów pedagogicznych.

Nie lubiłam się bać

– wspominała Anna Pagaczewska–Białczyńska, córka pisarza, cytowana przez Aleksandrę Polewską w artykule pt. „Trochę jak smok wawelski” („Dobre książki. Magazyn o literaturze”, 2016).

Tata, od którego wciąż domagałam się wymyślania nowych bajek, zapytał któregoś razu czy może opowiedzieć mi historię o smoku. Odparłam, że może, ale pod warunkiem, że ten smok będzie dobry, a nie taki, który sieje postrach. I w ten sposób Smok Wawelski narodził się na nowo, w zupełnie zaskakującej odsłonie

– wyjaśniła.

Tata opowiadał mi co wieczór kolejne historyjki o dobrym Smoku Wawelskim, aż w końcu postanowił je spisać dając początek bestsellerowi „Porwanie Baltazara Gąbki”

– dodała. 

To jest niby dla dzieci, ale tak naprawdę jest dla dorosłych – ocenił Jacek Szczerba w audycji pt. „Stanisław Pagaczewski. Ojciec Baltazara Gąbki” (Polskie Radio, 2016). – Oczywiście wszyscy myślą: Pagaczewski, Baltazar Gąbka, i mają przed oczami serial zrobiony w studio w Bielsko-Białej, który jest po prostu zabawą ze śmieszną melodyjką i Don Pedro który mówi: karramba!… Ale to jest właśnie tylko dla dzieci… To nie ma nic wspólnego, poza zarysem fabuły, z tym co pisał Pagaczewski

– powiedział.

Przywołał opinię Tadeusza Nyczka, który w 2002 r. przy okazji kolejnego wznowienia trylogii o profesorze Gąbce napisał, że „to przecież chytra kontrutopia antysocjalistyczna!”.

I to pisana w czasach, kiedy nawet Lemowi jeszcze się nie śniło ukrywanie pod złudną powierzchnią science fiction przeróżnych złośliwości antyustrojowych!

– podkreślił Nyczek, któremu Kraina Deszczowców skojarzyła się ze Związkiem Sowieckim („Gazeta Wyborcza”, 2002). 

W poszukiwaniu profesora Gąbki smok i kucharz Bartłomiej Bartolini musieli przejechać przez Słonecję, gdzie rządy pełnił król Słoneczko. A słynął z tego, że uszczęśliwiał wszystkich na siłę. Każdy mieszkaniec musiał być opalony. Jeśli ktoś odmawiał, trafiał do klatki wystawionej na słońce. No i wielu osobom król Słoneczko kojarzy się ewidentnie z innym »słoneczkiem narodów«, czyli Józefem Stalinem

– przypomniał syn pisarza Tomasz Pagaczewski, cytowany w artykule Arkadiusza Maciejowskiego pt. „Karrrrramba, czyli jak powstawała niezapomniana Kraina Deszczowców” („Dziennik Polski”, 2016). 

Jacek Szczerba podkreślił surrealizm opowieści.

Bohaterowie jadą z Krainy Kraka do Krainy Deszczowców, gdzie mierzy się odległość żabimi skokami (w Krainie Kraka odległość mierzona jest kocimi krokami). Co wprawia naszych bohaterów w zdumienie – jaka dziwna miara? Ta scena pokazuje, że coś, co przyjmuje się za normalne, może być zupełnie szalone… Odjechane, jak to się dzisiaj mówi – przypomniał. – Pagaczewski jest genialnie odjechany, jest odjechany w czasach, w których jeszcze mało kto był odjechany. A zwłaszcza odjechany w literaturze dla dzieci

– podsumował. 

Twórcze „odjechanie” widać niemal na każdej stronie trylogii Pagaczewskiego.

Kłopotliwa kwestia „pożeranych na śniadanie” krakowianek wyjaśniona natomiast zostaje w sposób zupełnie nieoczekiwany: Smok nie tylko nie zjadał młodych dziewcząt, ale nawet ułatwiał im zamążpójście, oddając je, oczywiście z prośbą o zachowanie dyskrecji, rycerzom, którzy – zgodnie z tradycją – przybywali z dalekich stron, by zabić bestię

– przypomniała prof. Jolanta Ługowska w eseju pt. „Dzieje smoka wawelskiego przez Stanisława Pagaczewskiego opowiedziane” („Kraków mityczny: motywy, wątki, obrazy w utworach dla dzieci i młodzieży”, 2009).

Dalsza część tekstu pod filmem

Każdemu śmiałkowi mówiłem tak: „Bierz babkę i spływaj, ale tak, żeby was nikt nie widział, jeżeli nie chcesz, bym cię pożarł”. Żaden mi nie odmówił

– skromnie wyjaśnił swoją rolę sam Smok Wawelski w powieści „Misja Profesora Gąbki” (1975). 

Chyba dopiero w książkach o Gąbce Pagaczewski znalazł styl odpowiedni dla jego charakteru i temperamentu – trochę niedbały, po angielsku ironiczny

– ocenił Jacek Szczerba. 

Przyznam, że pisałem swojego Gąbkę nie tylko z myślą o dzieciach. Ten wyimaginowany bohater żyjący gdzieś poza czasem i epoką to trochę mój portret własny, rozbity na poszczególne postacie

– mówił Pagaczewski w jednym z wywiadów. 

Stanisław Pagaczewski urodził się 9 lipca 1906 r. w Krakowie jako syn Juliana, historyka sztuki i profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego i Adolfiny z Tillów. Julian Pagaczewski przyjaźnił się m.in. ze Stanisławem Wyspiańskim, który w 1904 roku namalował jego portret. 

Stanisław Pagaczewski debiutował w 1933 r. wierszem „Wschód słońca”, opublikowanym w krakowskim „Czasie”. Rok później zdał maturę w gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza i rozpoczął studia polonistyczne na UJ, w czasie których – jak napisała Aleksandra Polewska – „grywając w teatrze studenckim, Stanisław poznał młodszego od siebie o 4 lata Karola Wojtyłę”. 

O jego ówczesnych sympatiach politycznych może świadczyć wiersz pt. „Pamięci Romana Dmowskiego” opublikowany w poznańskim „Orędowniku” cztery dni po śmierci przywódcy Narodowej Demokracji.

Naród cios dostał w serce! Wieść czarna pobiegła światem. / Na baczność stańmy w szeregu przed Śmierci tej majestatem!

– pisał 22-letni Pagaczewski. 

Jesienią 1939 roku prof. Julian Pagaczewski zachorował na grypę, nie mógł więc udać się na „wykład” 6 listopada, na którym Niemcy aresztowali jego uniwersyteckich kolegów. Uniknąwszy w ten sposób wywiezienia do KL Sachsenhausen, obawiając się jednak represji, opuścił Kraków i kupiwszy mały domek w Ciężkowicach pod Tarnowem, zamieszkał tam z rodziną. Stanisław prowadził tam tajne komplety, których echa zabrzmią później powieści „Szkoła bez dzwonka” (1974). W Ciężkowicach poznał również swą przyszłą żonę – Janinę Olszowską. Egzamin magisterski zdał na tajnym uniwersytecie w 1941 roku. 

Do Krakowa wrócił w 1944 roku. W 1947 r. zatrudnił się w redakcji „Dziennika Polskiego”, pracował też w tygodniku „Sport i Wczasy” – bowiem jego wielką pasją był sport, turystyka i podróże, był m.in. przewodnikiem Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego (później PTTK). W latach 1948-50 pełnił funkcję sekretarza odpowiedzialnego miesięcznika „Życie Nauki”. W 1949 r. ukazały się jego pierwsze publikacje książkowe – przewodniki krajoznawcze „Dolina Dunajca od Pienin po Jezioro Rożnowskie i Czchów” oraz „Przez Mogilany i Obidową do Zakopanego”. 

W latach 1954–56 był kierownikiem działu reportażu „Tygodnika Powszechnego” – periodyk przejęło wówczas stowarzyszenie PAX, bowiem redakcja kierowana przez Jerzego Turowicza, odmówiła w 1953 r. publikacji bałwochwalczego nekrologu Józefa Stalina. Po 1956 r. Pagaczewski zrezygnował z pracy na etacie i zajął się własną twórczością. Publikacje – głównie reportaże i utwory dla dzieci i młodzieży, zamieszczał m.in. w „Płomyczku”, „Kierunkach” i „Życiu literackim”. Współpracował też z telewizją i radiem. 

Ojciec miał duszę artysty. To mama, która była kierownikiem apteki, utrzymywała dom. Co prawda miała skromną pensję, ale stałą. Tata zarabiał na tzw. wierszówce, czyli miał pieniądze wtedy, gdy jego teksty zostały opublikowane – wspominał Tomasz Pagaczewski. – Bardzo małą wagę przywiązywał do tzw. rzeczy codziennych. Dochodziło nawet do takich paradoksów, że gdy dostawał od wydawnictwa kilka egzemplarzy swoich książek, to rozdawał je znajomym. A potem szedł do księgarni i słono płacił za swoją książkę, bo jej potrzebował, ale nie został mu w domu żaden egzemplarz

– opowiadał.

Powieści dla dzieci i młodzieży również podlegały peerelowskiej cenzurze. W Krainie Deszczowców wszystko musiało być mokre, wilgotne i ociekające wodą. Stąd jeden z tamtejszych kapusiów został nazwany „Moczarkiem”.

Cenzor nakazał zmienić nazwę tego bohatera, tylko dlatego, że ministrem spraw wewnętrznych został generał… Mieczysław Moczar

– wspominał Tomasz Pagaczewski.

Prawdopodobnie również za sprawą Głównego Urzędu Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk kucharz Bartolini Bartłomiej pieczętujący się w powieści herbem „Dwa widelce i udziec barani” w telewizyjnej kreskówce mówił o sobie, że jest „herbu Zielona Pietruszka”. 

Pagaczewski był Krakusem, podobnie jak Lem i Mrożek. Do fascynacji jego twórczością przyznają się m.in. Grzegorz Turnau i Robert Makłowicz. Zdaniem Wiktora Lubicza, komentatora wyścigów konnych, który w jednym ze swych artykułów w „Gazecie Wyborczej” dotyczących wydarzeń na służewieckim torze przywołał postać Najwyższego Deszczowca, Pagaczewski, pisarz wywodzący się z krakowskiej inteligencji, stworzył w opowieści o profesorze Gąbce „kapitalną metaforę stalinizmu”. „Gdyby to napisał Sławomir Mrożek, a przecież mógłby, bo jest to bardzo bliskie klimatowi jego opowiadań, czytaliby wszyscy, bez żadnego wstydu” – powiedział Lubicz („Magazyn Rzeczpospolitej”, 1998). O Lemie w kontekście Pagaczewskiego wspomniał już wyżej Tadeusz Nyczek. 

Niedocenioną, głównie chyba ze względu na brak ekranizacji, pozycją w literackim dorobku Pagaczewskiego pozostaje „Gospoda pod upiorkiem” (1968) w której to polskie ludowe straszydła ze szlacheckim diabłem Borutą na czele, postanawiają przestać straszyć i włączyć się pozytywnie w ślimaczącą się odbudowę średniowiecznego zamku w Wiśniczu. Obiekt, wyremontowany w szatańskim tempie, staje się luksusowym hotelem – niestety przybyła doń orbisowska wycieczka bogatych Amerykanów ma pretensje, że nikt ich w nocy nie straszy. W opisie tych wydarzeń również można dostrzec styl Pagaczewskiego „trochę niedbały, po angielsku ironiczny”. 

Stanisław Pagaczewski zmarł 7 czerwca 1984 roku – miał 67 lat. Jest pochowany na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Czytaj także:

Exit mobile version