Tylko kilka dni obowiązywały wznowione przez USA sankcje na sprzedaż rosyjskiej ropy. Jak informują amerykańskie i rosyjskie państwowe media, Stany Zjednoczone przedłużyły licencję na handle rosyjską ropą do 16 maja. Chodzi o surowiec załadowany na statki do 17 kwietnia. Dla Kremla to dobra wiadomość, ponieważ surowce energetyczne są głównym źródłem zasilania budżetu Rosji.
W marcu Stany Zjednoczone w związku z wojną na Bliskim Wschodzie czasowo zdjęły sankcje z eksportu rosyjskiej ropy. Tymczasowa licencja obowiązywała do 11 kwietnia. Amerykańscy urzędnicy i politycy zapowiadali, że kolejnych ulg dla Rosji nie będzie. Jednak, według rosyjskich i amerykańskich agencji, Waszyngton podpisał kolejną licencję na handel rosyjską ropą. Dotyczy ona surowca, który od 17 kwietnia znajduje się już w zbiornikach tankowców i ma obowiązywać do 16 maja.
O utrzymanie sankcji na rosyjską ropę apelowała Ukraina. Kijów podkreślał, że pieniądze ze sprzedaży surowców energetycznych zasilają wojenny budżet Rosji.
Kreml wprost o kryzysie
Tymczasem moskiewski reżim nie jest już w stanie ukryć kryzysu gospodarczego. Minister gospodarki Maksim Reszetnikow oświadczył, że wyczerpują się krajowe rezerwy gospodarcze. Natomiast wcześniej przygotowanie planów wsparcia dla sektorów paliwowego i bankowego zapowiedział Władimir Putin.
Rosyjski minister gospodarki jako podstawowe przyczyny kryzysu wskazał drogie kredyty dla biznesu, braki kadrowe i zbyt wysokie koszty produkcji. Maksim Reszetnikow mówiąc o kłopotach rosyjskiej gospodarki, nie wspominał o wydatkach na prowadzenie przez Rosję wojny przeciwko Ukrainie. Kilka dni wcześniej Władimir Putin wspomniał o kłopotach rosyjskiej gospodarki, ale nazwał je „sezonowymi”.
Polityk i ekonomista Władimir Miłow stwierdził w rozmowie z telewizją Deszcz, że Kreml nie ma pomysłu na poprawę sytuacji. Niezależni ekonomiści zwracają uwagę na straty jakie w związku z wojną ponosi rosyjski sektor paliwowy, który jest głównym dostarczycielem pieniędzy dla budżetu Rosji.

















