Chcę wrócić na Białoruś do swoich ludzi – powiedział PAP Andrzej Poczobut o swoim zamiarze powrotu na Białoruś, gdzie spędził ponad pięć lat za kratami jako więzień polityczny. Dodał, że gdyby wyjechał w 2021 r., to byłby „zdrowszy, grubszy i bardziej uśmiechnięty”.
Chcę wrócić na Białoruś do swoich ludzi, do organizacji, która nadal działa, chociaż inne upadły
– oświadczył Poczobut, dziennikarz i działacz polskiej mniejszości.
Gdyby chodziło mi o moją osobistą sytuację, to ja bym w 2021 r. wyjechał. I nie przechodziłbym tych całych katuszy w (kolonii karnej – PAP) w Nowopołocku i byłbym dzisiaj zdrowszy, grubszy i bardziej uśmiechnięty
– dodał.
Poczobut podkreślił, że to dzięki determinacji białoruskich Polaków udało się utrzymać działalność Związku Polaków na Białorusi (ZPB) – obecnie jedynej działającej struktury mniejszości polskiej w tym kraju. W marcu 2021 r. za kraty trafili Poczobut, przewodnicząca ZPB Andżelika Borys i inni przedstawiciele władz tej organizacji.
Gdy my jeszcze siedzieliśmy w więzieniu, ludzie, którzy są w drugim szeregu Związku Polaków, nie wyjechali, zostali. I ani na jeden dzień nie została wstrzymana, zablokowana w całości działalność Związku Polaków, bo to jednak duża organizacja. I właśnie odwadze tych ludzi, ich determinacji zawdzięczamy, że dzisiaj ja mam gdzie wrócić
– powiedział rozmówca PAP.
Poczobut kilkakrotnie podkreślił, że czuje się odpowiedzialny za struktury ZPB i za całość aktywności organizacji.
Trzeba zrobić wszystko, żeby Polacy na Białorusi nie znaleźli się w sytuacji jak w latach 1948–1988, gdy przez 40 lat nie było żadnej nauki języka polskiego
– zaznaczył.
Obecnie dzięki staraniom ZPB języka polskiego uczy się na Białorusi ponad 3 tys. dzieci.
Dalsza część tekstu pod grafiką
Tłumacząc swoją odmowę zgody na uwolnienie w zamian za opuszczenie Białorusi, wyjaśnił, że czuł się odpowiedzialny za innych białoruskich Polaków.
Mogłem wyjechać dwa miesiące po tym, jak zostałem aresztowany. Proszę zrozumieć, że ja byłem osobą odpowiadającą w ZPB za ochronę miejsc pamięci narodowej. Byłem pomysłodawcą tego, żeby maturalne klasy naszej szkoły polskiej odwiedzały miejsca pamięci, między innymi groby żołnierzy Armii Krajowej. I (…) nagle ta działalność decyzją prokuratury generalnej, komitetu śledczego stała się przestępstwem, przestępstwem przeciwko ludzkości. Gdy ja dostawałem propozycję wyjazdu, dzieci, uczniów wzywano na przesłuchanie i przesłuchiwano. Ja czułem się odpowiedzialny za te dzieci i nie wyobrażałem sobie, że ja wyjadę, a oni zostaną i ich będą „szarpać”
– opowiadał.
Jak tłumaczył, zgodził się na wyjście z więzienia w ramach wynegocjowanego zwolnienia dopiero, gdy uzyskał zapewnienie, że będzie mógł powrócić na Białoruś.
Poczobut, który pielęgnowanie miejsc pamięci i polskiej historii traktuje jako osobistą misję, zwrócił uwagę, że mimo wysiłków władz, tej pamięci nie udało się zniszczyć. Przytoczył przykład nekropolii AK w Surkontach, którą w sierpniu 2022 r. władze białoruskie zniszczyły przy użyciu buldożerów.
Proszę zwrócić uwagę na taki fakt, że władze musiały w Surkontach zawiesić monitoring, bo tam natychmiast pojawiały się drewniane krzyże. Teraz, w czasach, kiedy jest takie zagrożenie, a nie inne. Jak można tych ludzi zostawić?
– mówił dziennikarz.
Przed II wojną światową zachodnia część dzisiejszej Białorusi wchodziła w skład II RP. W 1939 r. ZSRR na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow dokonał agresji przeciwko Polsce, a w 1945 r. w wyniku ustaleń konferencji w Jałcie zwycięskie mocarstwa przesunęły granice Polski na zachód. Upamiętnienie na miejscu spoczynku żołnierzy AK, poległych w 1944 r. w walce z NKWD pod Surkontami, powstało po upadku ZSRR i przez lata otoczone było opieką białoruskich Polaków, dla których to niezwykle symboliczne miejsce.
To miejsce boju, który stoczył w 1944 r. niewielki polski oddział, stawiając czoła przeważającym siłom NKWD. Zginął tam cichociemny, jeden z twórców polskich jednostek specjalnych, major Maciej Kalenkiewicz, pseudonim „Kotwicz”
– przypomniał Poczobut.
Ci żołnierze ponad 50 lat spoczywali bez krzyży. Ten, kto doprowadził do takiej sytuacji, miał jeden cel – chciał raz jeszcze ich zabić, tym razem w ludzkiej pamięci. I nie zważając na to, że ponad 50 lat nie można było ich upamiętnić, to w okolicy wszyscy pamiętali, że to jest pole, gdzie leżą polscy żołnierze. (…) I kiedy na początku lat 90. nadeszła odwilż polityczna, z tej pamięci zrodził się piękny cmentarz. ZPB przez 30 lat opiekował się tym miejscem. Ja byłem tam dziesiątki razy
– opowiadał działacz polskiej mniejszości.
Informację o zdewastowaniu cmentarza Poczobut przeżył bardzo osobiście.
To był jedyny dzień, kiedy pomyślałem: Panie Boże, dziękuję, że jestem w więzieniu, że nie jest mi tak wstyd, (jak gdybym) ja był na wolności i dopuścił do tego, że ten cmentarz został zrównany z ziemią
– wyznał.
Wierzę, że wcześniej czy później cmentarz w Surkontach znowu będzie wyglądał tak, jak przed 2022 r. (…) Że ten, kto podjął decyzję o jego zburzeniu, nie osiągnie swojego celu. Ta pamięć będzie trwała
– mówił dziennikarz, przypominając, że napis „Surkonty 1944” znajduje się na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie.
Ja wierzę, że oni są już dawno w lepszym świecie i patrzą na nas z góry i wybaczają nam, że nie obroniliśmy ich mogił. A ta pamięć jest potrzebna nam, Polakom na Białorusi, dlatego że między innymi w Surkontach leży odpowiedź na pytanie: kim my tak naprawdę jesteśmy
– zaznaczył.
Poczobut opowiadał w rozmowie z PAP o codziennych szykanach, więziennej rutynie, izolacji (dziennikarz przez większość czasu przebywał w karcerze lub specjalnej odosobnionej celi) i surowej dyscyplinie, wobec których kluczowe było znalezienie sposobów na przetrwanie psychiczne i fizyczne. By się ogrzać w zimnej celi, Poczobut robił pompki i skrupulatnie notował ich liczbę, próbując codziennie poprawiać swoje wyniki. Dużo czytał, chociaż więzienna biblioteka nie oferowała dużego wyboru, jeśli nie liczyć klasyki literatury w języku rosyjskim (używanie polskiego było zakazane). Poczobut dokładnie przestudiował również ponad 80 tomów akt swojej sprawy karnej, z których sporządzał staranne notatki. Później mu je odebrano.
Jak powiedział, „najciekawsze były wątki historyczne, bo ponad połowa materiałów ze sprawy karnej to były materiały z lat 40. i 50., dotyczące AK”.
Chodziło o to, że zostałem oskarżony o „gloryfikację” Armii Krajowej. Oni posłużyli się stalinowskimi dochodzeniami, kiedy żołnierze AK byli skazywani za rzekomą zdradę sowieckiej ojczyzny, która oczywiście żadną ich ojczyzną nie była
– zaznaczył.
Jak ocenił, „nawet NKWD bardziej krytycznie podchodziło do tych zeznań, które złożone zostały w czasie tych dochodzeń”.
Poczobut, podobnie jak inni więźniowie, był w więzieniu odcięty od informacji na temat wydarzeń w kraju i poza nim. Najważniejsze informacje tak czy inaczej docierały jednak także za kraty. Tak było w przypadku rozpoczęcia wojny Rosji przeciwko Ukrainie.
Bodajże 22 czy 23 lutego wyprowadzono nas na spacer. Podczas spacerów często grało radio państwowe. Zaczął się dziennik. Źle było słychać, ale zrozumieliśmy, że Rosja zaatakowała Ukrainę, że rozpoczęła się wojna. Kiedy wróciliśmy do cel, na terenie całego więzienia przez głośniki zamiast radia włączono piosenki z czasów wojny, czyli „Wstawaj, strana ogromnaja” („Święta wojna”) i te wszystkie sowieckie hymny wojenne
– wspominał Poczobut.
Funkcjonariusze więzienni „byli bardzo szczęśliwi, biegali i mówili do siebie, że Ukraińcy uciekają, a »nasi« – czyli Rosjanie – nacierają”. Białoruskie resorty siłowe, jak wyjaśnił Poczobut, „generalnie zawsze sympatyzują z Rosją, i tu było tak samo”.
Byli bardzo zadowoleni. Dopiero kiedy później Ukraina zaczęła gwałtownie odpowiadać i okazało się, że to nie jest żadna wycieczka, i – jak ja dzisiaj wiem – całe konwoje rosyjskie zaczęły ginąć, i to wszystko leciało do internetu, nagle okazało się, że to nie jest zabawa i to nie będzie defilada, lecz brutalna wojna. Wojna, w której Ukraińcy wcale nie są tacy bezbronni, słabi i nie uciekają
– powiedział Poczobut.
Zapytany o prognozy na temat przyszłości Białorusi, dziennikarz zaznaczył, że po latach izolacji nie chce komentować sytuacji politycznej. Zaznaczył przy tym, że los jego kraju będzie – jak zawsze w historii – powiązany z kondycją Rosji. Ocenił, że Białoruś zyskuje swoje „pięć minut” wtedy, gdy Rosja znajduje się w kryzysie.
Władze w Mińsku wspierają Moskwę w jej agresji przeciwko Ukrainie, m.in. udostępniły terytorium do ataku na ten kraj w lutym 2022 r. Poczobut sprzeciwia się jednak nazywaniu Białorusi „współagresorem”. Jego zdaniem „białoruskie społeczeństwo jest ofiarą tej historii; Białorusini nie chcieli najeżdżać Ukrainy”.
Andrzej Poczobut to białoruski i polski dziennikarz z Grodna – jest obywatelem Białorusi narodowości polskiej. 28 kwietnia, po spędzeniu ponad pięciu lat w białoruskim więzieniu, został zwolniony i bezpiecznie dotarł do Polski. Jego uwolnienie stało się możliwe dzięki długotrwałym zabiegom dyplomatycznym i skomplikowanej międzynarodowej operacji służb specjalnych kilku krajów, w tym Polski, USA, Mołdawii i Rumunii.
Polecamy
Agnieszka Duczmal, Lech Majewski, Hanna Łukowska-Karniej odznaczeni Orderem Orła Białego
Dyrygentka i założycielka Orkiestry Kameralnej Polskiego Radia Agnieszka Duczmal-Jaroszewska, działaczka opozycji niepodległościowej z czasów PRL Hanna Łukowska-Karniej oraz reżyser...
Czytaj więcejDetails