Plan rządu Keira Starmera, aby dostosować brytyjskie przepisy do zasad Unii Europejskiej, wywołuje polityczną burzę. Kontrowersje budzi sposób wprowadzania zmian – z wykorzystaniem tak zwanych „uprawnień Henryka VIII”, które pozwalają ominąć pełną kontrolę parlamentu. Krytycy mówią o „powrocie do UE tylnymi drzwiami”, a rząd przekonuje, że chodzi o wsparcie gospodarki i ułatwienie handlu.
Premier chce zbliżyć Wielką Brytanię do unijnych regulacji w takich obszarach, jak standardy żywności, emisje dwutlenku węgla czy energia. Zdaniem rządu, ma to zmniejszyć bariery handlowe i obniżyć koszty dla firm.
Zmiany mają być wprowadzane szybciej niż w normalnym trybie legislacyjnym. Zamiast pełnych debat i możliwości wprowadzania poprawek przez posłów, rząd planuje korzystać z tak zwanego ustawodawstwa wtórnego. To właśnie ten mechanizm określany jest jako „uprawnienia Henryka VIII” – nawiązanie do króla, który w XVI wieku mógł zmieniać prawo bez zgody parlamentu.
Propozycje wywołały ostrą reakcję opozycji. Krytycy argumentują, że przyjmowanie unijnych zasad bez realnego wpływu na ich kształt oznacza oddawanie części suwerenności Unii i podważa sens Brexitu.
Rząd odpiera zarzuty, podkreślając, że decyzja o dostosowaniu przepisów jest dobrowolna i podyktowana względami gospodarczymi. Według ministrów, pozwoli to ograniczyć biurokrację i ułatwi prowadzenie biznesu.


















