W Bykowni pod Kijowem oddano hołd ofiarom zbrodni katyńskiej

Polska delegacja oddała hołd ponad 22 tys. zamordowanym przez NKWD polskim jeńcom wojennym spoczywającym na Polskim Cmentarzu Wojennym w Bykowni pod Kijowem. Cmentarne uroczysko w Bykowni to wstrząsające świadectwo drogi, którą kroczył sowiecki komunizm – powiedział szef UdSKiOR Lech Parell.

W 86. rocznicę podjęcia decyzji o zgładzeniu polskich jeńców wojennych Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa delegacja rządowa na czele z szefem Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Lechem Parellem i podsekretarzem stanu w MKiDN Markiem Krawczykiem udała się do Bykowni pod Kijowem, gdzie wraz z przedstawicielami strony ukraińskiej oddała cześć ofiarom sowieckiej zbrodni sprzed 86 lat.

Lech Parell: cmentarne uroczysko w Bykowni skrywa zbiorowe mogiły ponad stu tysięcy ludzi

Po raz kolejny stoimy na polskim cmentarzu wojennym w Bykowni – miejscu szczególnym, naznaczonym bólem, ale i pamięcią. To tutaj, na tej wielkiej nekropolii, spoczywają ofiary zbrodni katyńskiej wśród tysięcy innych ofiar terroru bolszewickiego. Cmentarne uroczysko w Bykowni skrywa zbiorowe mogiły ponad stu tysięcy ludzi – Polaków i przedstawicieli innych narodów – zamordowanych przez sowiecki aparat represji. To wstrząsające świadectwo drogi, którą kroczył sowiecki komunizm i którą próbował narzucić całej naszej części Europy

– powiedział podczas uroczystości na Polskim Cmentarzu Wojennym w Bykowni Lech Parell.

Podkreślił również, że uroczystość odbywa się nieprzypadkowo w dniu 5 marca.

To właśnie tego dnia, 86 lat temu, Biuro Polityczne sowieckiej partii komunistycznej podjęło decyzję o wymordowaniu polskich jeńców wojennych – oficerów Wojska Polskiego, policjantów, urzędników, profesorów, lekarzy, nauczycieli, artystów – elity naszego narodu. Ludzi, którzy po 17 września 1939 roku trafili do sowieckiej niewoli

– powiedział.

Przypomniał, że wiosną 1940 r. blisko 22 tysiące z nich zostało zamordowanych strzałem w tył głowy w Katyniu, Charkowie, Kalininie, Kijowie, Smoleńsku i w innych miejscach na terytorium Związku Radzieckiego.

Część ofiar spoczęła tutaj, w Bykowni – w miejscu, gdzie wcześniej grzebano także Polaków zamordowanych w ramach tzw. Operacji Polskiej NKWD z lat 1937–1938

– podkreślił.

Jak zaznaczył, zbrodnia katyńska nie była aktem odosobnionym. – Była elementem szerszego planu zniszczenia polskiego państwa i wyniszczenia jego elit.

Zwrócił także uwagę, że ze zbrodnią katyńską wiąże się jeszcze jedna – nie mniej bolesna – próba zabicia prawdy.

Przez dziesięciolecia czyniono wszystko, aby zakłamać los zamordowanych. Trzeba tu jednak pamiętać, że prawda była niewygodna nie tylko dla Sowietów. Także wielu światowych przywódców wolało milczeć – aby nie drażnić wielkiego partnera. Dla Polaków była to lekcja realizmu politycznego i doświadczenie osamotnienia

– powiedział.

Prawda – jak przypomniał – jednak przetrwała w rodzinnych wspomnieniach, w przekazach z ust do ust, w działalności polskiej emigracji i w drugim obiegu wydawniczym.

Choć na początku lat dziewięćdziesiątych podjęto próbę ujawnienia części dokumentów i wyjaśnienia okoliczności zbrodni, proces ten nie został w pełni doprowadzony do końca. Tym bardziej naszym obowiązkiem jest strzec pamięci i domagać się pełnej prawdy

– zaznaczył.

Podkreślił, że „stojąc na tej ziemi, oddajemy cześć nie tylko polskim oficerom i przedstawicielom naszej elity, ale wszystkim ofiarom sowieckiego barbarzyństwa pochowanym w Bykowni”.

Pamięć o nich jest dla nas zobowiązaniem. Jest przestrogą przed totalitaryzmem i pogardą dla ludzkiego życia. Ale jest także źródłem siły i nadziei – bo pokazuje, że nawet najstaranniej ukrywana prawda w końcu zwycięża

– powiedział.

Wierzymy, że tak jak my zdołaliśmy upomnieć się o prawdę i wolność, tak i inne narody doświadczające dziś agresji i przemocy będą mogły cieszyć się zwycięstwem nad imperium zła

– podsumował Lech Parell.

Wiceminister kultury Marek Krawczyk ocenił, że „w obliczu trwającej już ponad 4 lata agresji rosyjskiej na Ukrainę, Polski Cmentarz Wojenny w Bykowni jest szczególnym miejscem”.

Obecnie to jedyny cmentarz, na którym możemy oddać hołd ofiarom zbrodni katyńskiej – jednej z najstraszniejszych zbrodni popełnionych na narodzie polskim. Spoczywają tu ludzie różnych wyznań i zawodów: wojskowi i cywile, generałowie i szeregowcy, policjanci i funkcjonariusze Służby Więziennej, prawnicy i urzędnicy, posłowie i senatorowie, handlowcy, robotnicy i rolnicy – katolicy, prawosławni, wyznawcy judaizmu i islamu. Obok Polaków spoczywają tu również zamordowani Ukraińcy, Żydzi, Tatarzy, Białorusini – reprezentanci mozaiki narodowościowej II Rzeczypospolitej

– podkreślił.

Jak mówił, „wszystkie cmentarze wojenne są nieustającym wołaniem o pokój”.

Naocznie uświadamiają nam, jak straszliwa jest wojna i ile ludzkich istnień pochłania. Dlatego nie ma zgody na wymazywanie pamięci o bestialstwie sprawców z NKWD. Naszą powinnością jest uświadamiać całemu światu o konsekwencjach rosyjskiego imperializmu

– zaapelował Krawczyk.

Cmentarz w Bykowni jest jednym z dwóch – obok charkowskich Piatichatek – cmentarzy katyńskich na Ukrainie. W Bykowni w zbiorowych mogiłach pogrzebano około 150 tys. ofiar komunizmu różnych narodowości, w tym ok. 3,5 tys. Polaków z listy katyńskiej, zabitych przez Sowietów w 1940 r.

Do zbrodni katyńskiej doszło po sowieckiej agresji na Polskę, 17 września 1939 r., kiedy do niewoli w ZSRR dostało się ok. 15 tys. oficerów. Decyzja o ich wymordowaniu – jako wrogów komunizmu i Związku Radzieckiego – zapadła na najwyższym szczeblu. Zgodnie z dekretem władz ZSRR, podpisanym przez Józefa Stalina 5 marca 1940 r., NKWD zamordowało ok. 22 tys. obywateli polskich, w tym oficerów Wojska Polskiego, policjantów, funkcjonariuszy straży granicznej i służby więziennej oraz osoby cywilne należące do elit II Rzeczypospolitej Polskiej.

Zbrodnia wyszła na jaw 13 kwietnia 1943 r. Przez wiele lat władze sowieckiej Rosji wypierały się odpowiedzialności za to ludobójstwo, przerzucając winę na III Rzeszę Niemiecką. Na oficjalne przyznanie się Moskwy do odpowiedzialności za zbrodnię katyńską trzeba było czekać prawie do końca istnienia Związku Radzieckiego. 13 kwietnia 1990 r. władze ZSRR przyznały się do zbrodni katyńskiej, określając ją jako „jedną z cięższych zbrodni stalinizmu”.

Exit mobile version