Po 25 latach negocjacji Unia Europejska podpisała umowę handlową z czterema krajami Mercosuru. Uroczystość odbyła się w Paragwaju.
W ubiegłym tygodniu umowę zatwierdziła większość krajów, przy sprzeciwie Polski, Austrii, Francji, Irlandii i Węgier. Porozumienie znosi bariery w handlu z Argentyną, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem i cła na ponad 90 procent produktów.
Przewodnicząca Komisji nazywa umowę historyczną. „Porozumienie Unii z Mercsourem to historia sukcesu, napisana przez 700 milionów ludzi” – powiedziała Ursula von der Leyen.
To umowa geostrategiczna. Unia liczy na dostęp do metali ziem rzadkich w Ameryce Łacińskiej. To także odpowiedź na próby rozpychania się w regionie przez Rosję i Chiny, a także na ostatnie napięcia w relacjach z USA. To zresztą wyjaśnia, dlaczego umowa po ćwierć wieku właśnie teraz znalazła swój finał.
Porozumienie, które tworzy największą na świecie strefę wolnego handlu, wywołuje jednak kontrowersje. Umowa jest korzystna dla przemysłu, bo otwierają się nowe rynki zbytu. Obecnie, z powodu wysokich ceł, są zamknięte. Zyska sektor motoryzacyjny, chemiczny, farmaceutyczny, tekstylny, czy maszynowy. Natomiast dla rolników ta umowa to zagrożenie.
Nie bez powodu umowę z krajami Mercosuru nazwano „auta za krowy”. Wprawdzie dla sektora mleczarskiego i producentów jabłek to szansa na zwiększenie eksportu, ale producenci wołowiny obawiają się napływu taniej żywności z Ameryki Łacińskiej.
„Same straty sektora wołowego to jest około dwóch miliardów euro”- mówił w jednym z odcinków podcastu Szczyt Europy Jacek Zarzecki, wiceprzewodniczący Polskiej Platformy Zrównoważnej Wołowiny.
Kontyngenty na sprowadzaną z Ameryki Łacińskiej wołowinę są niskie, zaledwie 1,5 procent unijnej produkcji, ale to nie oddaje rzeczywistego problemu.
„Te 99 tysięcy ton to są najlepsze wyręby, polędwica, rostbef, antrykot, czyli to są te elementy, które są najlepiej płatne. To one pozwalają na tworzenie tej marży dla producentów i zakładów w Unii Europejskiej” – podkreślił Jacek Zarzecki. Co oznacza, że to nie półtora, a tak naprawdę 15 procent.
Dużych strat obawia się też sektor drobiowy, a Polska jest jednym z największych producentów drobiu w Unii. Europejscy rolnicy zwracają również uwagę, że producenci żywności w Argentynie, Brazylii, Paragwaju czy Urugwaju nie muszą spełniać rygorystycznych, unijnych wymogów, czy to jeśli chodzi o środowisko, czy to o dobrostan zwierząt.
Do umowy dołączone są klauzule chroniące rolników przed nagłym napływem taniej żywności z Mercosuru. Cła mają być nakładane na żywność z Ameryki Łacińskiej, jeśli nastąpi wzrost importu o 5, a nie o 8 procent i to samo dotyczy spadku cen. Hamulec bezpieczeństwa ma być zaciągany, jeśli nawet tylko jeden kraj zgłosi problem, a nie cały region. Jednak te bezpieczniki nie przekonują wszystkich rolników.

















