Od Nowego Roku w Polsce obowiązuje znowelizowana opłata reprograficzna. Obejmuje ona między innymi smartfony, tablety i inne nowoczesne urządzenia elektroniczne. To mechanizm funkcjonujący w polskim prawie od lat 90., który po raz pierwszy od 2008 roku ma zostać dostosowany do realiów współczesnego rynku.
Opłata reprograficzna to forma rekompensaty dla twórców za legalne, prywatne korzystanie z chronionych utworów, takich jak muzyka, filmy czy książki. Wynosi od jednego do maksymalnie czterech procent ceny urządzenia i – zgodnie z założeniami resortu kultury – jest pobierana z marży producentów oraz importerów sprzętu, a nie bezpośrednio od konsumentów. Środki nie trafiają do budżetu państwa, lecz do organizacji reprezentujących autorów i artystów.
Ministra kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska podkreśla, że nowelizacja nie oznacza wprowadzenia nowego podatku i nie powinna automatycznie skutkować wzrostem cen elektroniki w sklepach. Resort wskazuje tu na przykład Niemiec, gdzie mimo znacznie wyższych wpływów z opłaty reprograficznej ceny porównywalnych urządzeń bywają niższe niż w Polsce.
Innego zdania są jednak część ekspertów i przedstawicieli rynku. Zwracają oni uwagę, że nawet jeśli opłata formalnie obciąży producentów, to w praktyce może zostać przerzucona na klientów w postaci wyższych cen detalicznych. Przy niskich marżach w branży elektronicznej nawet jednoprocentowa dodatkowa danina – ich zdaniem – może stać się impulsem do podwyżek, niewidocznych na paragonie jako osobna pozycja.
Resort kultury przekonuje, że wzrost cen nie jest przesądzony, a celem zmian jest jedynie urealnienie systemu i zwiększenie wsparcia dla twórców.


















