75 lat temu władze PRL sfałszowały wyniki wyborów do Sejmu

75 lat temu władze PRL sfałszowały wyniki wyborów do Sejmu Radio Zachód - Lubuskie

Wiec wyborczy kandydata na posła do Sejmu prezydenta Bolesława Bieruta. Warszawa, Hala Mirowska. 10.1952. Fot. PAP/J. Baranowski, dzieje.pl

75 lat temu, 19 stycznia 1947 roku, odbyły się wybory do Sejmu Ustawodawczego, których wyniki zostały sfałszowane przez władze PRL, dzięki temu wygrali komuniści. Według oficjalnych danych uzyskali oni ponad 80 procent głosów, czyli 394 mandaty. Oznaczało to uprawomocnienie ich władzy i stworzyło warunki dla pełnego podporządkowania społeczeństwa oraz likwidacji niepodległościowej opozycji. Głosowanie wygrał Blok Demokratyczny, utworzony przez Polską Partię Robotniczą i podporządkowane jej partie satelitarne: Polską Partię Socjalistyczną, Stronnictwo Demokratyczne i Stronnictwo Ludowe, pokonując główne ugrupowanie opozycyjne – Polskie Stronnictwo Ludowe. Wskutek fałszerstwa wyborczego, lider PSL Stanisław Mikołajczyk w obawie przed represjami jesienią 1947 roku musiał uciekać z kraju.

Wybory zostały sfałszowane metodami wypróbowanymi w referendum ludowym z 30 czerwca 1946 roku. W tym celu z Moskwy przybył oddział pułkownika Arona Pałkina, specjalizujący się w takich oszustwach. Wcześniej właśnie jego ludzie spreparowali wyniki tamtego referendum.

Doktor Mateusz Szpytma, wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej, powiedział (2017), że okres głosowania zakończył złudzenia związane z powojennymi gwarancjami mocarstw, ustalających porządek w Europie i na świecie. Historyk podkreślił, że z perspektywy czasu okazało się, że opozycja błędnie liczyła na pomoc aliantów.

Doktor Szpytma zaznaczył, że wybory 1947 roku to nie tylko zakłamanie i fałszerstwo:

Na około 5,5 tysiąca komisji obwodowych utworzono ponad 3,5 komisji złożonych wyłącznie z członków Polskiej Partii Robotniczej. PSL miało swoich mężów zaufania tylko w 1,3 tysiąca komisji. Tam gdzie nie było PSL-owców, sporządzano fałszywe protokoły wyborów. W niektórych obwodach komuniści zamieniali urny wyborcze albo podrzucali karty do głosowania.

Oficjalnie jednak przebieg głosowania przebiegał bez zakłóceń. W nagraniach archiwalnych Polskiego Radia zachowało się sprawozdanie z 19 stycznia 1947 roku, z warszawskiego lokalu wyborczego Komisji Obwodowej numer 147:

Organizacji wyborów towarzyszyła zmasowana kampania propagandowa, polegająca między innymi na zastraszaniu i terrorze wobec przeciwników politycznych. Ponadto 4 stycznia w Warszawie rozpoczął się pokazowy proces 10 przywódców antykomunistycznej organizacji Wolność i Niezawisłość, walczącej z sowietyzacją Polski. Zarzucono im między innymi organizowanie dywersji, przeprowadzanie aktów terroru oraz morderstwa, rabunki i szpiegostwo.

Służby rozrzucały tony ulotek na ulicach miast, organizowano też liczne wiece. „PPR nie przebierał w środkach” – mówił historyk profesor Wojciech Roszkowski w audycji Polskiego Radia w 1996 roku:

Przed wyborami pozbawiono prawa głosu około 410 tysięcy osób, aresztowano zaś od 50 do 60 tysięcy lokalnych działaczy i sympatyków PSL. W wojsku głosowano „na rozkaz”, czyli zgodnie z oficjalną linią. Oddziały pilnujące miejsc głosowania nie wpuszczały tych, którzy nie pokazali karty z właściwym numerem listy wyborczej – lista Bloku Wyborczego miała nr 3.

Komunistyczna propaganda natomiast prezentowała w mediach wyreżyserowane obrazki z wyborów, jak w sprawozdaniu z lokalu Komisji Obwodowej numer 147:

Zwycięstwo komunistów oznaczało uprawomocnienie ich władzy w ramach systemu tzw. demokracji ludowej i stworzyło warunki dla pełnego podporządkowania społeczeństwa oraz likwidacji niepodległościowej opozycji.

Historyk profesor Wojciech Roszkowski (1996) zwrócił uwagę na dalekosiężne skutki sfałszowanego głosowania:

Ogłoszenie wyników nie wywołało masowych działań społecznych. Zaprotestowało Polskie Stronnictwo Ludowe, jednak zgodnie z przewidywaniami skargi zostały odrzucone przez Główną Komisję Wyborczą, a także władze Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Ambasador USA w Warszawie Arthur Bliss Lane zrezygnował ze stanowiska, uważając, że oszukiwał Polaków, gdy twierdził, iż świat pomoże im w przeprowadzeniu wolnych wyborów.

Wcześniej, wspólnie z ambasadorem brytyjskim Victorem Cavendish-Bentinckiem, zorganizował kilkanaście zespołów obserwujących przebieg głosowania. Do Waszyngtonu i Londynu trafiły raporty, w oparciu o które uznano, że wybory cechowały „przemoc i oszustwo”.

Exit mobile version