Nie żyje Patrick Stewart, brytyjski znany aktor szekspirowski i odtwórca roli kapitana Picarda ze „Star Treka”. Miał 86 lat.
Z wielkim smutkiem informujemy, że wczoraj w swoim domu w Los Angeles zmarł sir Patrick Stewart, otoczony troskliwą opieką swojej ukochanej żony Sunny, po krótkim i bolesnym okresie zmagań z chorobą Alzheimera oraz otępieniem z ciałami Lewy’ego
– napisano w czwartkowym (29 października) oświadczeniu w mediach społecznościowych aktora.
Autorzy dodali, że „aktor otoczony był „muzyką, modlitwą, łzami i śmiechem oraz głębokim wzruszeniem, które wywołać mógł tylko on, po życiu, w którym tyle nam poświęcił”.
Szerokiej publiczności Patrick Stewart najbardziej znany był z roli Jean-Luca Picarda, francuskiego kapitana statku „Enterprise” w serii „Star Trek. Następne pokolenie”, pokazywanym w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, a także w rozgrywających się w tym samym świecie filmach pełnometrażowych, które powstały potem.
Kolejne pokolenie odkryło go dzięki filmom z uniwersum „X-Men”.
Sir Patrick Stewart był aktorem szekspirowskim, długo związanym z Royal Shakespeare Company. Miał na koncie role m.in. w „Kupcu weneckim”, „Hamlecie”, „Makbecie” czy „Śnie nocy letniej”.
W 2010 roku otrzymał od królowej Elżbiety II tytuł rycerski za zasługi dla teatru.
Brytyjczycy żegnają Patricka Stewarta. „Nie ma zbyt wielu lepszych przykładów”
Gigant, kolos, najlepszy aktor szekspirowski swojej generacji – to tylko kilka słów, jakimi Brytyjczycy żegnają sir Patricka Stewarta. Aktor, znany jako ikoniczny kapitan Picard ze Star Treka, ale też niezliczonych spektakli szekspirowskich, zmarł w tym tygodniu w Los Angeles.
Najlepsi aktorzy sprawiają wrażenie, jakby ich sztuka przychodziła bez wysiłku i nie ma zbyt wielu lepszych przykładów, niż Patrick Stewart
– zanotował krytyk „Timesa” Tim Glanfield.
Potrafił budzić respekt, nie podnosząc głosu. Rozśmieszał nas i wzruszał do łez. Ale przede wszystkim – na deskach teatru, w telewizji i na wielkim ekranie swoją pracą dostarczał nam wszystkim radości
– napisał.
Ian Mckellen, przyjaciel Stewarta, podkreślił w długim poście pożegnalnym w mediach społecznościowych, że Patrick Stewart nigdy nie odciął się od korzeni.
Ukształtowało to, że urodził się i wychował w Yorkshire, hrabstwie na północy Anglii, z którego był dumny i które kochał do końca życia. Słychać to było w jego charakterystycznym akcencie, ale także w bezkompromisowej szczerości, z jaką mówił o tym, co myśli i czuje. Ludzie z Yorkshire nie tolerują półprawd ani unikania trudnych tematów. Patrick zawsze otwarcie okazywał swoje uczucia, dlatego można było na nim polegać i podziwiać go. A w moim przypadku – także kochać
– zanotował aktor.
„Goodbye” nadeszło też z klubu piłkarskiego Huddersfield, którego kibicem był Stewart. Wyniki „Terierów” śledził nawet z odległej Kalifornii, gdzie osiadł stając się gwiazdą science-fiction.
„Sir Patrick był Terierem w każdym znaczeniu tego słowa, a my jesteśmy dumni, że mogliśmy zaliczać go do naszego grona. Terierem jest się na zawsze” – czytamy w oświadczeniu klubu, który nazywa najsłynniejszego kibica „gigantem swego fachu”
Patrick Stewart przez dekady był przede wszystkim aktorem teatralnym. Sława kapitana Picarda przyszła, gdy zbliżał się do pięćdziesiątki. Hołd złożyła mu więc słynna grupa teatralna Royal Shakespeare Company. „Kolos scen i ekranu i najlepszy klasyczny aktor szekspirowski swojej generacji” – tak wspomina go RSC. „Myślami jesteśmy z jego rodziną i wszystkimi tymi, których dotknął swoją wielkością” – czytamy w pożegnalnym komunikacie. W mediach społecznościowych towarzyszą mu zdjęcia Stewarta: z inscenizacji „Zimowej Opowieści” z 1981 czy też „Hamleta” z 2008, gdzie grał z Davidem Tennantem.
Wiele pożegnań skupia się na wszechstronności Stewarta, na fakcie, że potrafił żyć między dwoma światami. „Zamienił Star Trek i serię X-Men w czystego Szekspira” – zanotował dziennikarz „Daily Telegraph” Ben Lawrence.
„Niespodziewanie, gdy miał 47 lat, jego występy zaczęły co tydzień oglądać dziesiątki milionów widzów. I cóż to była za kreacja! Z ogromną energią potrafił wznieść się ponad ten techniczny żargon, którego przynajmniej na początku tak nie znosił. Nadał Picardowi powagę, głębię i subtelność, a dzięki swoim słynnym ciemnym, przenikliwym oczom także pewną czujność.
Picard nie był żadnym kosmicznym kowbojem na wzór Bucka Rogersa. Tym, co robił, kreował głęboki autorytet moralny” – podkreślił Lawrence, nazywając kreację „jedną z najlepszych w historii science-fiction”.
Bez wysiłku poruszał się między Star Trekiem i Szekspirem
– pisze też o aktorze BBC, dodając, że obowiązki związane z dowodzeniem statkiem „Enterprise” nie sprawiły, że Stewart zaniedbał teatr.
„Momentem osobistego triumfu” nadawca publiczny nazywa inscenizację „Czekając na Godota” z 2009 roku, gdzie wystąpił u boku Iana Mckellena.
Stacja cytuje też słowa aktora z wywiadu dla programu „Newsnight” sprzed ponad dekady: „Nie mów tego moim pracodawcom, ale wykonywałbym tę robotę i tak. Za darmo. Kocham ją. Ona definiuje to, kim jestem”.


















