1 października 1946 r. przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze skończył się proces dygnitarzy III Rzeszy. Najważniejsi z nich na czele z Hitlerem nie zostali jednak osądzeni, a spośród skazanych tylko jeden wyraził skruchę.
Proces w Norymberdze był pierwszym takim zdarzeniem, w którym strona zwycięska postanowiła osądzić przywódców kraju przez siebie pokonanego. Chodziło przede wszystkim o ukaranie osób odpowiedzialnych za naruszenie prawa międzynarodowego, ale na pierwszy plan wybiła się sprawa zbrodni – zarówno tych popełnionych na froncie, jak i tych na ludności cywilnej.
Akt oskarżenia zaczęto przygotowywać jeszcze podczas wojny. Zawierał on oskarżenia o liczne przestępstwa popełnione przez nazistów podczas wojny, nie był jednak pozbawiony braków i błędów. Oskarżeni, m.in. Hermann Goering, w zręczny sposób to wykorzystywali. Nie przyznawali się do winy, zasłaniali brakiem wiedzy lub wydawanymi przez Hitlera rozkazami.
Podczas procesu często modyfikowano akt oskarżenia wraz z rozszerzaniem się materiału dowodowego. ZSRR usiłował, bez powodzenia, włączyć do aktu oskarżenia zbrodnię katyńską i obwinić o nią Niemcy. Moskwie udało się jednak wymusić na Trybunale wycofanie przedstawionej przez obrońców niemieckich tajnej klauzuli do paktu Ribbentrop-Mołotow, będącej podstawą podziału Polski i stawiającą ZSRR w roli agresora.
Na ławie oskarżonych posadzono tych dygnitarzy III Rzeszy, którzy pozostali jeszcze przy życiu i znaleźli się w rękach aliantów. Uniknął tego nie tylko Hitler, który popełnił samobójstwo tuż przed zdobyciem Berlina przez Armię Czerwoną, ale też kilku jego najbliższych współpracowników: Joseph Goebbels, Martin Borman (sądzony był zaocznie) i Heinrich Himmler.
Podczas prawie 220 dni przewodu sądowego wysłuchano zeznań 240 świadków, przedłożono ponad 5 tysięcy dokumentów, a protokół został spisany na 16 tysiącach stron.
W skład trybunału weszli przedstawiciele czterech zwycięskich mocarstw. Przewodniczącym składu był Brytyjczyk Geoffrey Lawrence, który wcześniej nie był uważany za wybitnego prawnika, ale w trakcie procesu zyskał uznanie dzięki temu, że wydany przez Trybunał wyrok był klarowny. Stany Zjednoczone w składzie sędziowskim reprezentował Francis Biddle, który w czasie wojny miał już pewne doświadczenie w tego typu sprawach, bo jako prokurator generalny Stanów Zjednoczonych doprowadził do skazania kilku oskarżonych o szpiegostwo niemieckich agentów.
Nieco kontrowersji w środowisku prawniczym wywoływali przedstawiciele ZSRR i Francji. Iona Nikitczenko do wymiaru sprawiedliwości trafił bowiem prosto z Armii Czerwonej, w której podczas wywołanej rewolucją bolszewicką wojnie domowej był komisarzem politycznym, zaś później brał udział w stalinowskich czystkach. W 1936 r. podczas I procesu moskiewskiego zasiadał w składzie, który wysłał na śmierć dawnych współpracowników Lenina na czele z Zinowiewem i Kamieniewem.
Z kolei Francuz Henri Donnedieu de Vabres nie był nawet sędzią, bo nowym francuskim władzom nie udało się naprędce znaleźć takiego sędziego, który nie byłby splamiony współpracą z reżimem Vichy. Francja delegowała więc de Vabresa, który był profesorem prawa na Uniwersytecie Paryskim.
Analogiczny parytet zastosowano przy obsadzeniu stanowisk czterech oskarżycieli. Wielką Brytanię reprezentował Hartley Shawcross, Stany Zjednoczone – Robert Houghwout Jackson, Francję – Charles Dubost, zaś ZSRR – Roman Rudenko. Ten ostatni zapisał się niechlubnie już rok wcześniej jako oskarżyciel w procesie szesnastu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, a w trakcie procesu w Norymberdze próbował przypisać Niemcom winę za zbrodnię katyńską.
Norymberga została wybrana na miejsce procesu przede wszystkim dlatego, że tamtejszy Pałac Sprawiedliwości przetrwał wojnę, a w leżącym w gruzach Berlinie znalezienie nadającego się do tego celu budynku byłoby dużo trudniejsze. Zorganizowanie procesu w Norymberdze miało przy tym wielkie znaczenie propagandowe, bo to właśnie miasto za sprawą przyjętego tam w 1935 r. antyżydowskiego ustawodawstwa (tzw. ustaw norymberskich) stało się symbolem nazizmu.
Sens przeprowadzenia procesu najcelniej skomentował Edmund Osmańczyk, który z bliska go obserwował i relacjonował jako korespondent: „Proces norymberski miał sprawić, by przywódcy III Rzeszy nigdy nie stali się bohaterami narodowymi, by sztandary niemieckie nigdy nie pochyliły się nad pomnikiem historycznych zbrodniarzy. By przyszłe pokolenia Niemców uznały krwawą winę i spłacić mogły – i chciały – straszliwy dług wobec całego świata».
Wyrokiem Trybunału na śmierć zostali skazani: szef kancelarii Hitlera Martin Bormann (był sądzony zaocznie), szef utworzonego z części okupowanych ziem polskich Generalnego Gubernatorstwa Hans Frank, minister spraw wewnętrznych Wilhelm Frick (był odpowiedzialny m.in. za zorganizowanie holokaustu), zausznik Hitlera i dowódca Luftwaffe Hermann Goering, minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop, pełniący rolę głównego ideologa NSDAP Alfred Rosenberg, wydawca słynącej z jadowitego antysemityzmu gazety „Der Stuermer» Julius Streicher, szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy Ernst Kaltenbrunner, odpowiedzialny za zbrodnie na robotnikach przymusowych Fritz Sauckel i Arthur Seyss-Inquart, który utorował Hitlerowi drogę do Anschlussu Austrii, a potem zarządzał okupowaną Holandią.
Na karę śmierci skazani zostali też wojskowi: Alfred Jodl – szef sztabu w Naczelnym Dowództwie Wehrmachtu i feldmarszałek Wilhelm Keitel – szef Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu.
Karę dożywocia otrzymali: admirał Erich Raeder – dowódca marynarki wojennej do 1943 r. (wyszedł na wolność w 1955 r. z powodu złego stanu zdrowia), Rudolf Hess – zastępca Hitlera aż do swojej samolotowej eskapady do Anglii (popełnił samobójstwo za murami więzienia Spandau w 1987 r., miał wtedy 93 lata) i Walter Funk – minister finansów i gospodarki Rzeszy (zwolniono go z przyczyn zdrowotnych w 1957 r., zmarł trzy lata później).
Na 20 lat więzienia został skazany Albert Speer – minister do spraw uzbrojenia i główny architekt Hitlera (jako jedyny z sądzonych wyraził skruchę, odsiedział cały wyrok).
Na taki sam wymiar kary Trybunał skazał też Baldura von Schiracha, który do 1940 r. był przywódcą Hitlerjugend, a później gauleiterem (czyli faktycznym zarządcą) Wiednia i odpowiadał za wysłanie tamtejszych 185 tys. Żydów do obozów zagłady. Po wyjściu na wolność opublikował wspomnienia pod znamiennym tytułem „Wierzyłem w Hitlera».
Na 15 lat więzienia (ale wyszedł już po ośmiu) został skazany Constantin von Neurath – poprzednik Ribbentropa na stanowisku ministra spraw zagranicznych, a później protektor Rzeszy w Czechach i na Morawach.
Najłagodniejszy wyrok (10 lat więzienia) zapadł w stosunku do Karla Doenitza – dowódcy Kriegsmarine, którego Hitler tuż przed samobójstwem wyznaczył na swojego następcę. Paradoksalnie, przeciwko posadzeniu Doenitza na ławie oskarżonych obok innych dygnitarzy III Rzeszy oponowała część dowódców alianckiej floty. Argumentowali, że metody walki Kriegsmarine (w tym ataki na cywilne statki) nie odbiegały od tych, które stosowali także oni, więc nie da się zarzucić Doenitzowi popełnienia zbrodni.
Trzech oskarżonych zostało uniewinnionych.
Jednym z nich był Franz von Papen, który do Nocy Długich Noży (w 1934 r.) był wicekanclerzem, ale zaraz potem został zepchnięty na tor boczny, bo wysłano go jako ambasadora do Ankary.
Uniewinniony został też Hans Fritzsche – szef radia Rzeszy i główny realizator propagandy Goebbelsa, który towarzyszył swojemu szefowi oraz Hitlerowi aż do ostatnich ich chwil w berlińskim bunkrze. Kilka miesięcy po uniewinnieniu w Norymberdze stanął przed sądem denazyfikacyjnym i został skazany na obóz pracy, ale wyszedł z niego przedterminowo w nagrodę za dobre sprawowanie.
Ostatnim z uniewinnionych był Hjalmar Schacht. Do 1937 roku był on prezesem Reischbanku, ale gdy się zorientował, że celem Hitlera jest wojna, zaczął jego politykę kontestować i stracił stanowisko, a pod koniec wojny trafił nawet do obozu w Sachsenhausen.
Przed Trybunałem miało stanąć także kilka innych osób. Robert Ley – szef Niemieckiego Frontu Pracy tego uniknął, bo przed procesem powiesił się w celi. Przemysłowca Gustava Kruppa uznano za niezdolnego do stanięcia przed sądem z powodu przebytego przez niego udaru, zaś szef gestapo i prawa ręka Himmlera w dowództwie SS Heinrich Müller w maju 1945 r. przepadł bez wieści. Prawdopodobnie zginął lub popełnił samobójstwo, ale według nigdy niezweryfikowanych wieści miał jeszcze długo służyć Amerykanom (według jednej wersji) lub wywiadowi ZSRR.
Polecamy
XVIII Uroczystości Kresowe w Łężycy
Zielonogórzanie oddali cześć zamordowanym na Kresach Wschodnich Polakom. W Łężycy odbyły się dzisiaj XVIII Uroczystości Kresowe. Wzięły w nich udział...
Czytaj więcejDetails