Rzecznik rządu Węgier twierdzi, że w trwających wyborach doszło do setków przypadków kupowania głosów. W sondażach rządzący Fidesz przegrywa z opozycyjnym ugrupowaniem Tisza Petera Magyara. Takie wpisy są możliwe, bo na Węgrzech w trakcie głosowania nie obowiązuje cisza wyborcza.
Rzecznik rządu Peter Kovacs we wpisie w mediach społecznościowych, powołując się na europosła Domotora Csabę, napisał, że partia Fidesz zgłosiła dotąd 639 przypadków naruszeń wyborczych. W niektórych przypadkach kandydaci Tiszy mogli kupować głosy, a przełożeni w firmach mieli wywierać presję na pracowników, by głosowali na opozycyjne ugrupowanie. Wśród innych przypadków wymienia się schowanie dowodu seniorowi, by nie mógł pójść na wybory.
„Większość przypadków tych naruszeń jest powiązana z Tiszą” – twierdzi rzecznik rządu. I wzywa, by zgłaszać wszelkie podejrzane przypadki na specjalną infolinię lub poprzez komunikatory internetowe.
Tymczasem po oddaniu głosu w dzisiejszych wyborach Peter Magyar przestrzegał wyborców przed oszustwami i prowokacjami podczas wyborów. Peter Magyar mówił, że Viktor Orban i jego ugrupowanie, obawiając się przegranej, jest gotowe do przeprowadzenia masowych oszustw wyborczych. Dodał również, że według jego informacji zwolennicy Fideszu mieliby odwiedzać lokale wyborcze z symbolami i flagami partii Tisza, żeby zakłócić głosowanie.
Polityk zaapelował do swoich zwolenników, żeby nie dali się sprowokować i zapewnił, że im spokojniejszy będzie przebieg węgierskich wyborów, tym większe szanse na wygraną obecnej opozycji.
