Rozejm po wojnie z Iranem nie kończy kryzysu na rynku ropy i gazu. Nawet jeśli żegluga przez cieśninę Ormuz wróci, dostawy będą odbudowywane tygodniami albo miesiącami, a ceny mogą pozostać wyższe niż przed wojną.
Największy problem polega na tym, że sam rozejm nie naprawia zniszczonej infrastruktury. Według analizy “The Economist”, kraje Zatoki Perskiej ograniczyły wydobycie ropy o około 10 milionów baryłek dziennie, a uruchomienie całego systemu od nowa zajmie czas.
Po irańskich atakach Arabia Saudyjska straciła część mocy wydobywczych i przepustowości ropociągu Wschód-Zachód, a przed Ormuzem wciąż czekają setki statków. Do tego dochodzą droższe ubezpieczenia, wyższe koszty transportu i nowe koszty ryzyka.
Barclays ocenia, że przy opóźnionym powrocie przepływów ceny ropy mogą pozostać wysokie, a Międzynarodowy Fundusz Walutowy ostrzega przed wolniejszym wzrostem i wyższą inflacją nawet po zatrzymaniu walk. W praktyce oznacza to, że koniec wojny nie będzie oznaczał szybkiego powrotu do dawnych cen energii.
W wyniku wojny ucierpiały też gaz, nawozy i petrochemia. Terminal Ras Laffan w Katarze stracił 17 procent mocy, a niedobór nawozów już zakłóca siewy na półkuli północnej i w części Afryki.
