Moda na Konstytucję?

Moda na Konstytucję? Radio Zachód - Lubuskie

Z niejaką przykrością stwierdzam, że aktualnie definitywnie skończyła się swoista moda na Konstytucję RP, nawet jeśli (o czym za chwilę) niedawną od wagi i powagi problemu dzieliły przysłowiowe „Himalaje”. Ba, wydaję się nawet, że legislacyjna pozycja naszej Ustawy Zasadniczej zaczęła wielu rodzimym Europejczykom zdecydowanie przeszkadzać i … ciążyć (sic!). Spóźnił się nieco tylko prezydent Białegostoku „fundując” mieszkańcom gigantyczną i drogą (oczywiście) „OTU-ę”, w znanej powszechnie plastyczno-kolorystycznej stylistyce. Oczywiście (po raz drugi) kosztem remontu będącego w opłakanym stanie budynku. Ale tam (w Białymstoku) jak mawia mój przyjaciel z równie dalekiego i wschodniego, ale o niebo piękniejszego Lublina: „po ulicach chodzą jeszcze białe niedźwiedzie”.

Tak czy owak niedawnej modzie na wymachiwanie egzemplarzem Konstytucji nie warto poświęcać wiele miejsca, bowiem doświadczenia, nie tylko moje z owymi „wymachiwaczami” są jednoznaczne dość. Np. na wstępne pytanie o ilość zawartych w Konstytucji artykułów zdołało mi  odpowiedzieć niewielu, zaś na następne o „łamane” jej artykuły już nikt zgoła. Zatem pozwolą Państwo na kilka osobistych refleksji, historycznych już poniekąd, ale z konsekwencjami „tu i teraz” istotnymi nad wyraz. Oto minęło już dawno ponad 25 lat od sporów wokół Ustawy Zasadniczej, którą uchwalono uroczyście (Zgromadzenie Narodowe) 6. kwietnia 1997 roku.

Może jestem aż nadto sentymentalny, ale przekazany mi wówczas przez Prezydenta RP (pocztą) egzemplarz noszę w miarę możliwości przy sobie, zaglądając do niego regularnie, odbyłem też dziesiątki rozmów na antenie i różnych łamach z prawnikami-konstytucjonalistami, zatem żadnym modom w tej materii nie ulegałem i nie ulegam, choć refleksje nie są tu optymistyczne. Za to przypominam sobie regularnie treść listu ów egzemplarz poprzedzającego. „Przekazuję Wam Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej – najwyższą kartę Praw i Obowiązków obywatelskich, świadectwo suwerenności i niezawisłości Państwa Polskiego. (i dalej) Nie ma doskonałych ludzi, ani doskonałych praw – najszlachetniejsze intencje prawodawców weryfikuję samo życie i jego zmieniające się warunki. Nad tekstem Konstytucji pracowali wybitni politycy i eksperci. Jest ona efektem szerokiego politycznego i światopoglądowego  kompromisu szanującego zróżnicowanie naszego społeczeństwa.

Jestem przekonany, że normy konstytucyjne sprostają wymaganiom polskiej rzeczywistości, tym dzisiejszym  i tym przyszłym, które dopiero przed nami (…)”. Prawda, że brzmi podniośle ? Warto więc przypomnieć choć trochę burzliwych okoliczności Konstytuanty, historycznych, ale brzemiennych w skutki. Prace prowadzono pospiesznie i pod presją czasu publicystycznie formułowanej prosto, że oto „Wszyscy już mają, a my nie”. Całkowicie zlekceważono projekt konkurencyjny, autorstwa umownie rzecz ujmując „Solidarności”. Poprzedzające prace doświadczenia „prawniczych harców” Wałęsy i jego kancelarii, w której roiło się od TW (nawet ks. Cybula, dodatkowo pedofil?), a rej wodził niesławnej pamięci prof. Falandysz (dodatkowo AA), były argumentem za owym pośpiechem aż nadto oczywistym. Nie dziwota więc, że powstała Konstytucja pełna pustych i często sprzecznych zapisów, która dziś nie przystaje do rzeczywistości wzbudzając niepotrzebne emocje zamiast mądrych refleksji. Czy zatem naszą klasę polityczną (en bloc)stać na nową, odpowiedzialną „modę” na Konstytucję?

fot.Pixabay

Exit mobile version