Mity obywatelskości i tolerancji, a rzeczywistość polityczna i społeczna

Mity obywatelskości i tolerancji, a rzeczywistość polityczna i społeczna Radio Zachód - Lubuskie

fot. Pixabay

Notatnik konserwatysty… nowoczesnego 07.11.21   

Mało kto dziś pamięta, że pojęcie obywatel i obywatelskość mają bardzo długą, starożytną wręcz proweniencję. Aczkolwiek samo słowo pochodzi z jęz. czeskiego (obyvatel = mieszkaniec).Ale zostawmy historię, starożytną zaś w szczególności, bowiem dziś ważnym aspektem obywatelskości wydaje się prosta i oczywista zgoła równowaga praw i obowiązków wobec państwa i społeczności.

Oczywiście i ja pamiętam, że jeszcze trzydzieści kilka lat temu „mieliśmy na karku” (dosłownie) Milicję Obywatelską, a komunistyczne władze wmawiały nam, że np. udział w głosowaniach jest naszym obowiązkiem obywatelskim (a jakże!). Młodszym PT Czytelnikom należy się anegdotyczne, acz celne wyjaśnienie co do istotnej różnicy między głosowaniem w PRL-u, a wyborami w III RP. Otóż w PRL-u ta fasadowa w istocie czynność była obwarowana np. niepisaną, a możliwą groźbą, że nie głosując, nie dostaniesz paszportu, albo będziesz miał kłopoty w pracy. Zaś wyniki głosowań i listy „wybranych”, były „opracowywane” całkiem gdzie indziej, bo komisje wyborcze układane i planowane przez odpowiednie organa jedynie sprawdzały udział pojedynczych obywateli w tym fasadowym jako się rzekło akcie. Oczywiście ostateczne wyniki frekwencyjne również podlegały tej swoistej „obróbce”.

Wybory zatem, współczesne i demokratyczne co by nie rzec, przy wszystkich wielorakich zastrzeżeniach co do kodeksu wyborczego, ordynacji czy metody liczenia głosów dają obywatelom wybór autentyczny (bierny i czynny) trudny do podważenia.

Wróćmy więc  do owej fundamentalnej jako sie rzekło równowagi praw i obowiązków obywatelskich. Spoglądając na aktualne wydarzenia pod tym kątem nie powinniśmy mieć wątpliwości zarówno co do owych fundamentów jak i  równowagi. Dlaczego więc „pospolitość (rzeczywistość) skrzeczy”? Dlaczego postawy oparte na manipulacji faktami i pojęciami pospołu, tak łatwo znajdują akceptację i posłuch u tak wielu, a obnażanie owych manipulacji nie robi większego wrażenia? Co łączy, a co dzieli, zasadniczo wszak, wczorajszą demonstrację (proaborcyjną, cyniczną hucpę z fałszywa tezą, półtora miesiąca po tragedii) z licznym udziałem polityków opozycji (z Tuskiem na czele!), a zapowiadanym na czwartek spontanicznym Marszem Niepodległości?

 A tolerancja? I tu prosta w istocie definicja z warunkiem nie przekraczania prawa i dobrych obyczajów, wśród których jest niezgoda na manipulację, wulgaryzmy i naruszanie godności, wydaje się postulatem przestarzałym, nieadekwatnym, nieaktualnym i niemożliwym do wyegzekwowania. Natomiast święci tryumfy „tolerancja represywna”( H. Marcouse), która według  neomarksistowskiej wykładni jest karykaturą tejże i rodzimą odmianą „kalizmu”. Pytania można mnożyć, ale przecież nieuchronnie zbliża się i czas odpowiedzi.

P.S. Znalezione w sieci:

„W Polsce należy pilnie uchwalić ustawę o zdrajcach narodu i Ojczyzny, którzy donoszą na Polskę i pozbawić ich obywatelstwa” (sic!)

tekst: Andrzej Pierzchała
foto: Pixabay

Exit mobile version