Chwalińska o zwycięskim półfinale: jestem dumna z tego, jak to zniosłam

Maja Chwalinska. Fot. PAP/EPA/MOHAMMED BADRA

Maja Chwalinska. Fot. PAP/EPA/MOHAMMED BADRA

Maja Chwalińska, która po ponad dwóch godzinach pokonała Dianę Sznajder 7:6 (7-4), 6:4 w półfinale French Open, przyznała, że mecz był bardzo wymagający fizycznie i mentalnie. – Jestem dumna z tego, jak to zniosłam – powiedziała polska tenisistka, która w Paryżu wygrała już dziewięć spotkań.

Sznajder po awansie do półfinału mówiła, że w meczu z Chwalińską spodziewa się prawdziwej bitwy. Trudno powiedzieć, na ile była to tylko kurtuazja, ale nie pomyliła się, szczególnie w porównaniu do pierwszego półfinału. W nim w zaledwie 76 minut Rosjanka Mirra Andriejewa pokonała Ukrainkę Martę Kostiuk 6:1, 6:3.

Ten mecz był niesamowitym wyzwaniem, zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Szczególnie pierwszy set był bitwą, trwał ponad godzinę. Jestem dumna z tego, jak to zniosłam

– powiedziała Chwalińska.

Podopieczna czeskiego trenera Jaroslava Machovsky’ego do głównej drabinki awansowała z kwalifikacji; w Paryżu wygrała już dziewięć meczów. Teraz w dodatku nie miała dnia przerwy, bo ćwierćfinał grała w środę. Chwalińska z regeneracją nie miała jednak problemów.

Pomogło mi to, że nie grałam w czwartek rano. Poprzednie mecze miałam wcześnie, a lubię spokojne poranki i cieszę się, że taki miałam

– zdradziła.

Na trybunach sporo było polskich kibiców, wśród nich m.in. występujący w Paris Saint-Germain reprezentacyjny szczypiornista Kamil Syprzak, i Chwalińska mogła liczyć na wsparcie w trudnych momentach, jak i wielki aplauz po wygranych piłkach.

Byłam zaskoczona, to dla mnie wielka sprawa. Doceniam doping, jestem za niego wdzięczna. Zdecydowanie kibice mi pomogli, dali mnóstwo energii

– podkreśliła Polka, która dodała też, że lubi grać przy pełnych trybunach, w miejscach, gdzie jest zainteresowanie tenisem.

Niespodzianki sprawia już od pierwszej rundy, gdy wygrała z mistrzynią olimpijską Chinką Qinwen Zheng 6:4, 6:0.

Na pewno dodało mi to pewności siebie. Nie mam dużego doświadczania w grze z wysoko notowanymi zawodniczkami. Teraz ranking pozwoli mi na częstsze takie spotkania i zobaczymy, jak to pójdzie

– dodała.

Chwalińska do Paryża przyjechała jako 114. zawodniczka rankingu. Nigdy nie była w czołowej setce. Awans do finału oznacza, że w poniedziałkowym notowaniu będzie 21. Jeśli sięgnie po tytułu to wskoczy na 14. miejsce, a w rankingu The Race, obejmującym tylko ten sezon, na… 10. i zepchnie Igę Świątek z 11. na 12.

W meczu ze Sznajder niektóre wymiany były bardzo długie. Rywalka starała się zmieniać kierunek, grać wzdłuż linii, aby zmusić Polkę do biegania, ale ta w obronie często spisywała się fenomenalnie. Rosjanka w uderzenia wkładała mnóstwo siły, a niejednokrotnie i tak pozostało jej tylko bezradnie rozłożyć ręce. Po meczu wyrażała się z uznaniem o grze Chwalińskiej.

Staram się przed meczem rozpracować rywalkę, a po drugie taka gra przychodzi naturalnie

– mówiła Polka o tym, jak udaje jej się przewidywać zagrania przeciwniczek.

Gdy byłam młodsza, oglądałam mecze tenisowe całymi dniami. Myślę, że to pomogło mi czytać grę

– nadmieniła.

Jej tenisowym idolem był przede wszystkim Roger Federer, a potem pozostali członkowie tzw. Wielkiej Trójki – Rafael Nadal i wciąż grający Novak Djokovic.

Modlę się, żeby Novak dalej grał, abym mogła go oglądać. Czasem wracam do ich (Wielkiej Trójki – PAP) starych meczów i to jest czysta poezja

– zachwycała się.

Chwalińska po zwycięskim forhendzie padła na plecy. Sznajder przez chwilę zaczekała przy siatce, aby jej pogratulować aż w końcu zrobiła to po przejściu na drugą stronę kortu.

Nie umiem powiedzieć, o czym wtedy myślałam. Byłam w szoku, mieszanina radości i zaskoczenia. Czułam się bardzo przytłoczona

– zdradziła Polka.

Finał z Andriejewą odbędzie się w sobotę o godz. 15.

Exit mobile version